Stosy śmieci przy dąbrowskim Zespole Szkół Sportowych
Dzikie wysypisko pod szkolnym płotem
Od zużytych mebli przez sprzęty RTV, dywany, butelki, gruz, strzykawki, puszki, szkło. Przy dąbrowskim Zespole Szkół Sportowych znaleźć można dosłownie wszystko. Posprzątać nie ma kto, bo zaśmiecona działka przylegająca do szkolnego boiska jest w prywatnych rękach.

Spory zielony teren. Z jednej strony Zespół Szkół Sportowych im. Polskich Olimpijczyków, z drugiej rząd murowanych garaży. – Jakiś czas temu ktoś nawiózł tu ziemi, dlatego część rosnącego przez lata wysypiska znikła pod trawą. Teraz znów się pojawia, bo systematycznie ludzie podrzucają tu zbędne rzeczy – mówi pan Krzysztof, właściciel jednego z garaży. Pokazuje na wystający spod ziemi kawałek starego radia.
Takich znalezisk przy wydeptanej wzdłuż działki ścieżce prowadzącej do ul. Chopina jest więcej. Minąć można np. górę gruzu, na szczycie której leżą plastikowe butelki, kopę papierów leżącą pod drzewem, odłamki potrzaskanego szkła ścielące alejkę.
Zdaniem Wiesława Kaniowskiego, mieszkańca bloku przy ul. Chopina, problem od wielu lat znany jest dyrekcji Zespołu Szkół Sportowych, urzędnikom dąbrowskiego magistratu (z mieszkańcami bloku Chopina 32 spotkał się w tej sprawie wiceprezydent Dąbrowy Górniczej) oraz pracownikom Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologiczna w Będzinie (interwencje zgłaszane przez mieszkańców miały charakter pisemny, a do dokumentów dołączone zostały zdjęcia). - Niestety nikt z wymienionych urzędników przez te kilka lat nie „kiwnął
palcem”, aby zlikwidować to dzikie wysypisko śmieci, zagrażające zdrowiu uczniów szkoły, jak również mieszkańcom pobliskich bloków – żali się Kaniowski i dodaje z ironią, że być może fakt porośnięcia już śmietniska krzakami spowodował, że urzędnicy nie widzą problemu.
- Rzeczywiście, od ulicy Sobieskiego dzikie wysypisko było niegdyś spore. Później teren został jednak wyrównany i uprzątnięty. Zdaję sobie sprawę, że ludzie znoszą tam śmieci, teren jest jednak prywatny, więc nie mamy w takim przypadku właściwie żadnej mocy – rozkłada ręce Andrzej Latosik, dyrektor dąbrowskiego Zespołu Szkół Sportowych. - To nie tak, że nas sprawa nie interesuje, monitorujemy, co dzieje się na sąsiedniej działce, ale jedyne co możemy zrobić, to interweniować u strażaków miejskich – dodaje Latosik.
Narzędzi do walki z dzikim wysypiskiem tuż pod boiskiem szkolnym nie ma też Powiatowa Stacji Sanitarno-Epidemiologiczna w Będzinie. Według inspektora sanitarnego Janiny Dybał-Kruszakin problem tego typu nie leży w gestii instytucji. – Takimi sprawami zajmują się służby miejskie. Mieszkańcy Dąbrowy Górniczej w tym roku na pewno nie zgłaszali nam takiego tematu. Jeżeli zaś pismo wysłali w ubiegłym roku, sprawę przekazaliśmy do wiadomości władz miasta – mówi Dybał-Kruszakin.
Takie tłumaczenia do mieszkających w blokach przy ul. Chopina lokatorów nie trafiają. – Sanepid w Będzinie nie działa skutecznie w tym temacie, co jest jawnym naruszeniem zakresu jego obowiązków – uważa Wiesław Kaniowski. – Tu jest taki syf, że aż głowa mała. Nie wierzę, że przez tyle lat nikomu nie udało się nic zrobić, aby złapać za głowę tych, którzy zamiast do kontenera, wyrzucają worki ze śmieciami na pole zlokalizowanie nieopodal centrum miasta. Może wystarczyłoby nakazać właścicielowi gruntu ogrodzenie terenu i byłoby po sprawie – dodaje pan Krzysztof, właściciel garażu sąsiadującego z felerną działka.
Zbadać sprawę w terenie obiecuje dopiero Bartosz Matylewicz z biura prasowego magistratu w Dąbrowie Górniczej. – Jeżeli potwierdzi się, że działka jest w prywatnych rękach, to i my niewiele zdziałamy – uprzedza jednak urzędnik. Wówczas sprawa trafi do straży miejskiej, która spróbuje poszukać właściciela terenu. Gdy zostanie znaleziony, funkcjonariusze mogą nakazać mu posprzątanie działki. Jeśli nie zrobi tego we wskazanym terminie, strażnicy mają prawo nałożyć na właściciela mandat. - Tyle, że ten wynosi 100 zł. Co to za motywanie do pozbycia się kilogramów śmieci zalegających pośród traw? – zastanawiają się mieszkańcy ul. Chopina.
Milena Nykiel
Zadbają o koty
Po kilku latach ciągnących się w nieskończoność rozmów z urzędnikami , działająca w Dąbrowie Górniczej Fundacja SOS dla Zwierząt osiągnęła swój cel. Dąbrowa przyjęła uchwałę wprowadzającą pilotażowy program obejmujący ograniczenie populacji wolno żyjących kotów poprzez sterylizację, kastrację oraz usypianie ślepych miotów przez lekarzy weterynarii. Wprowadzenie programu ma ograniczyć ilość bezdomnych zwierząt błąkających się po dąbrowskich osiedlach i podwórkach.

- Celem programu jest ograniczenie populacji kotów wolno żyjących, a nie całkowite usunięcie ich ze środowiska. Problem ten musi zostać rozwiązany w sposób skuteczny, ale jednocześnie humanitarny - uzasadnia konieczność podjęcia uchwały Paweł Gocyła, zastępca prezydenta miasta.
Uchwała przewiduje usypianie ślepych miotów kotów tylko w wyjątkowych, potwierdzonych przypadkach, wykluczających możliwość ich przeżycia. Istotne jest, że projekt uchwały uzyskał pozytywną opinię Fundacji S.O.S dla Zwierząt z Chorzowa oraz Powiatowego Lekarza Weterynarii, a podobne programy działają już w innych śląskich miastach.
– Podobne programy działają już od kilku lat w Tychach, Katowicach czy w chorzowskim schronisku. Bardzo się cieszymy, że udało nam się w końcu przekonać władze Dąbrowy Górniczej do konieczności podobnych działań na terenie miasta. Uważamy, że na to nigdy nie jest za późno. Liczebność kociej populacji jest spora, a jej ograniczenie w humanitarny sposób jest dobre i dla kotów, i dla ludzi – twierdzi Aneta Motak z Fundacji S.O.S dla Zwierząt.
Jak się okazuje, duża rola w wykonaniu tej uchwały przypadnie mieszkańcom. Zgodnie z jej treścią dzikie koty będą wyłapywać właśnie oni, ich obowiązkiem będzie też udać się z kotem do weterynarza, który wykona usługę sterylizacji lub kastracji na koszt miasta. Każda osoba, która wyłapie kota będzie za niego odpowiedzialna. Musi być pewna, że zwierzę jest bezdomne, co potwierdzi wypełnieniem stosownego oświadczenia. Na własny koszt trzeba będzie zawieźć kota do lecznicy i odwieźć potem w miejsce, z którego się go zabrało..
- Z początkiem sierpnia rozpoczniemy wśród mieszkańców miasta akcję informacyjną wyjaśniającą zasady postępowania w przypadku chęci przystąpienia do programu obejmującego sterylizację i kastrację zwierząt. Na cel realizacji przyjętej uchwały miasto przeznaczy w tym roku 20 tysięcy złotych. W drodze przetargu wyłonimy dąbrowską lecznicę weterynaryjną, która będzie wykonywała usługi w ramach przyjętej uchwały – mówi Bartosz Matylewicz z Biura Prasowego dąbrowskiego magistratu.
Nie wszyscy jednak zgadzają się z założeniami pilotażowej uchwały. Radna Krystyna Szaniawska odmówiła jej poparcia z uwagi na niepokojący ją zapis o usypianiu ślepych miotów. – Kto ma podejmować decyzję czy kot będzie żył, czy nie? To jest zbyt drastyczna uchwała, która moim zdaniem prowadzi do mordowania zwierząt – argumentuje.
Dla działaczy fundacji uśpienie miotu to często ratunek przed śmiercią w męczarniach. – Nie jestem etykiem. Wiem, że w przypadku osierocenia 2-3 tygodniowych kotków skazujemy je na śmierć głodową. Zdarzały się też dużo gorsze historie. Odnotowaliśmy na przykład wrzucanie kociąt do farby olejnej przez naszych milusińskich. W przypadku osieroconego miotu niemal pewne jest, że zginie około 5-6 kociaków. Jeśli się jakiś uratuje, to co najwyżej jeden, najsilniejszy – wyjaśnia Aneta Motak.
Jak dąbrowianie podejdą do pilotażowego programu, czy zechcą pomóc w realizacji uchwały? - Nareszcie podjęto właściwą decyzję. Dokarmiam bezdomne koty, kiedy tylko mam taką możliwość. Trzeba mieć z nimi do czynienia, żeby zrozumieć jak cierpią, opuszczone i samotne i jak bardzo potrzebują naszej pomocy. Na pewno wezmę udział w programie – mówi Małgorzata Kurowska. Władze miasta mają nadzieję, że takich osób znajdzie się wiele.
Teresa Szczepanek
Zbierali elektrośmieci
Zużyty sprzęt komputerowy, AGD, RTV, świetlówki oraz termometry rtęciowe możma było oddawać w sobotę w Sosnowcu. Bezpłatną zbiórkę elektrośmieci zorganizowała prywatna firma PTH Technika, specjalizująca się w gospodarce odpadami. Patronat nad akcją objął prezydent Sosnowca.

Elektroodpady zawierają liczne substancje niebezpieczne i trujące, które mogą w bardzo łatwy sposób przedostawać się do gleby, wody i powietrza. Dlatego tak ważne jest, by je poddać odpowiedniej utylizacji. W Sosnowcu stare pralki, telewizory, odkurzacze itp. sprzęt można było oddawać w czterech punktach miasta: na parkingu naprzeciw ul. Białostockiej 26-28, na terenie przy ul. Bohaterów Monte Cassino 38 i 48, przy pawilonie na ulicy Kalinowej oraz przy ulicy Kępy 2I-2J. Dla osób chcących pozbyć się wielkogabarytowego sprzętu elektrycznego firma stowrzyła nawet możliwość jego odbioru bezpośrednio z posesji, po wcześniejszym uzgodnieniu osobistym lub telefonicznym. Ponadto dla każdego oddającego zużyty sprzęt PTH Technika przygotowała upominek. Akcję prowadzono od godziny 9.00 do 18.00.
- Motto PTH Technika brzmi: „Czysty Śląsk bez elektrośmieci to lepsza przyszłość naszych dzieci” - informuje Iza Celejewska z Działu Gospodarki Odpadami. (s)
|