Zamiast weekendowych, dłuższe akcje
„Kiedy zostanie złowiona ostatnia
ryba, kiedy zostanie zabity ostatni bizon, kiedy zostanie zatruta
ostatnia rzeka i padnie ostatnie drzewo, wtedy człowiek zrozumie,
że nie można jeść pieniędzy” - to stare powiedzenie Indian
Cree przyświecało akcji ekologicznej „Maraton Recyklingu”,
zorganizowanej przez dąbrowską firmę Drewnex Recycling Plastics
oraz Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Recyklingu

Najbardziej aktywni uczestnicy
"Maratonu Recyclingu otrzymali ekologiczne statuetki.
Uroczyste podsumowanie trzeciej edycji akcji
odbyło się w Górnośląskim Centrum Kultury w Katowicach. Zaproszono
organizatorów, sponsorów i media, które pomagały w rozpropagowaniu
akcji. Gości przywitał prezes zarządu Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej
Recyklingu Jerzy Ziaja, oraz właściciel firmy Drewnex Recycling
Plastics Przemysław Miśkiewicz.
Tegoroczny maraton był sporym sukcesem. Przypomnijmy, akcja
polegała na wymienianiu szkodliwych odpadów na sadzonki krzewów
ozdobnych. Zainteresowani przynosili aluminiowe puszki, stare
baterie, butelki PET, makulaturę czy przepracowany olej. Nowatorstwo
tej trzeciej edycji polegało na zbiórce także zużytego sprzętu
elektrycznego i elektronicznego. Rozdano aż 17 000 sadzonek
we wszystkich czterech miastach: Katowicach, Jaworznie, Dąbrowie
Górniczej i Sosnowcu! - To sporo, ale przygotowanych mieliśmy
25 000 sadzonek – mówi Jerzy Ziaja. Najlepiej poszło w Jaworznie,
tam zbiórka połączona była z dniami miasta. Już w pierwszym
dniu rozdano aż 5 000 sadzonek, tak że organizatorzy musieli
jechać po następne! Kolejki po krzewy ustawiały się już od
siódmej rano, chociaż akcja rozpoczynała się o dziesiątej.
- Myśleliśmy nad tym, żeby utworzyć komitety kolejkowe jak
w latach 70. - śmieje się Ziaja.
Także w Sosnowcu „Maraton...” odbywał się podczas dni miasta.
Jak co roku, impreza cieszyła się dużą frekwencją, co miało
wpływ także na akcję. Co najważniejsze, ludzie przynosili odpady
nawet wtedy, kiedy zabrakło już sadzonek.
- Niestety, w Dąbrowie Górniczej i Katowicach, lokalizacja była niezbyt atrakcyjna.
W pierwszym przypadku to parking przy Pogorii III, zainteresowani mogli tam przyjechać
właściwie tylko samochodem czy rowerem. Podobnie w Katowicach, zbiórka odbywała
się na parkingu Ikei na obrzeżach miasta. Mimo tego, ludzie chętnie przyjeżdżali
i przynosili szkodliwe dla środowiska odpady - mówi Przemysław Miśkiewicz.
Szczególnie – ze względów ekologicznych - ważnym odpadem był przepracowany olej
silnikowy. - Jego zbiórka ma wiele aspektów. Po pierwsze, może po przeróbce służyć
jako paliwo, dużo wydajniejsze niż ropa naftowa. Po drugie, jest bardzo niebezpieczny
dla środowiska, jeden litr takiego oleju może zatruć miliony litrów wody! - alarmuje
Roman Wojtuń, przedstawiciel rafinerii Jedlicze, która w ramach akcji przyjmowała
zużyty olej. Zebrano 6 000 litrów tego niebezpiecznego płynu, łatwo więc policzyć,
jak wielkie potencjalne zagrożenie zlikwidowano.
Najważniejsze dla organizatorów „Maratonu...” było krzewienie świadomości ekologicznej.
- Tak naprawdę nie chodziło nam o zbieranie odpadów, chcieliśmy zgromadzić grupę
ludzi i powiedzieć im, jak ważna jest selektywna zbiórka odpadów, jak każdy z
obywateli może zmienić na lepsze swoje otoczenie. Ten cel został osiągnięty –
uważa Miśkiewicz. Nie obyło się też bez przykrych akcentów. Ludzie zarzucali
organizatorom, iż na takiej zbiórce „nieźle sobie zarabiają”. Biorąc jednak pod
uwagę wartość sadzonek, w porównaniu do wartości odpadów, o zarobku nie może
być mowy.
Jakie plany na przyszłość? Organizatorzy zamierzają zmienić formy akcji. Nie
ograniczą się do jednego weekendu, ale – jak na maraton przystało - będą działać
przez dłuższy okres. Myślą o akcji plakatowej, ulotkowej, spotkaniach w szkołach.
Nieodłącznym elementem – i jednocześnie cechą charakterystyczną akcji - mają
pozostać sadzonki krzewów rozdawane aktywnym uczestnikom akcji. - Jesteśmy bardzo
zadowoleni, bo niemal wszyscy sponsorzy zgłosili chęć ponownego wzięcia udziału
w akcji. To dobrze wróży kolejnym maratonom recyklingu. - mówi Jerzy Ziaja. I
oby tak właśnie się stało, oby coraz więcej osób zainteresowało się selektywną
zbiórką i działaniem w zgodzie z naturą.
Mateusz Kazibudzki
Drzewny problem
Często tego lata, podczas burzliwych dni,
przerażeni właściciele samochodów oglądali przez okna swych
mieszkań jak odłamane zielone konary drzew spadały z hukiem
na zaparkowane pod nimi samochody. Gdy w ten sposób przyroda
maltretuje dumę i dorobek rodziny, do urzędów miast oraz gmin
gwałtownie napływają żądania wycięcia hołubionych dotychczas
„pomników przyrody”, jako zagrażających „życiu, zdrowiu i mieniu
obywateli”.

Gdy drzewa stają się groźne i trzeba coś obciąć,
zawsze można liczyć na pomoc Straży Pożarnej
- Anna Zubko z Urzędu Miejskiego w Dąbrowie
Górniczej stwierdza, że najczęściej wiosną i jesienią mieszkańcy
interweniują w sprawie zagrożeń ze strony drzewostanu nadwerężonego
zębem czasu i pogodą. Miasto ma dużą powierzchnię, dużo drzew,
więc i problem nie jest mały. W ubiegłym roku firma opiekująca
się dąbrowskimi drzewami wycięła 600 drzew. Jednocześnie sadzi
się nowe. W tym roku przybyło ich 550. Nie zawsze jednak udaje
się zastąpić stare drzewa nowymi. Na przykład, gdy usunięto
drzewa w okolicy ulicy Łańcuckiego, zasadzono w to miejsce
kilkaset krzewów tamaryszka, ponieważ pod ziemią biegną instalacje
z mediami.
Przed nami jesień sprzyjająca drzewnym ekscesom. Ryszard Łukawski,
zastępca prezydenta Sosnowca, ostrzega, że największe niespodzianki
sprawiają dorodne drzewa liściaste. Na ich liściach osiadają
bowiem tony wody deszczowej. Gdy do tego dołączą wiry wiatru,
konary przyginane deszczówką i podnoszone wiatrem nie wytrzymują
naprężeń, spadają na samochody.
Anna Zubko powiedziała nam, że w ostatnich dwóch latach były
trzy przypadki, gdy właściciele samochodów zniszczonych przez
złamane drzewa zgłaszali do władz miasta pretensje o odszkodowania.
Jednak radcy prawni udowodnili, że nie było zaniedbań ze strony
gminy.
Samochodziarzom pozostaje zatem dobre ubezpieczenie lub ucieczka autem spod drzew,
gdy nadchodzi burza.
(IŁ)
Czekają na adopcję
Przygarnij psa!
Dziś kolejna prezentacja zwierzaków, które trafiły do Schroniska
dla Zwierząt w Sosnowcu-Milowicach i czekają na nowych właścicieli.
W sprawach adopcyjnych należy zgłaszać się: osobiście – do
Schroniska dla Zwierząt, przy ulicy Baczyńskiego 11a, w godzinach
od 8 do 17; telefonicznie – pod numerem
telefonu (0-32) 293-75-56 lub mailowo – na adres schronisko_sosnowiec@tlen.pl

1/ Rottweiler : pies, ok. 3 letni. Został przywieziony z
działek 31 sierpnia br., gdzie błąkał się i zapewne był
trochę dokarmiany,. Pies jest duży, pięknie,
masywnie zbudowany, a jednocześnie spokojny i zrównoważony. Idealny dla miłośników
rasy. Znajduje się w boksie nr 6, nr ewidencyjny 762.

2/ Szorstkowłosy : pies, ok. 3 letni, przywieziony 28 sierpnia
br. z Kalinowej, gdzie był dokarmiany przez okolicznych mieszkańców
bloków. Bardzo towarzyski
w stosunku do ludzi, jest dosyć duży ale jego wielkość nie jest problemem
– jest opanowany i spokojny. Ma ładną sierść wymagającą pielęgnacji. Znajduje
się w
boksie nr 6, nr ewidencyjny 752.

3/ Sznaucer : młody pies, ok. 1,5 roku. Znaleziony na ul.
Roweckiego 2 września br. Cudowny, duży i ładnie zbudowany.
Sierść wymaga fryzjera –
jak to u sznaucerów.
Jest bardzo radosny i przymilny, towarzyski w stosunku do ludzi i innych
psów. Znajduje się w boksie 6, nr ewidencyjny 765.

4/ Malutki radosny : pies, znaleziony 17 sierpnia br. w tramwaju.
Niesamowicie radosny i żywy – praktycznie nie do opanowania.
Jest malutki i bardzo
skory do zabaw. Dla ludzi lubiących takie żywe iskierki wprost nieoceniony.
Znajduje
się
w boksie 6, nr ewidencyjny 967.