W Sosnowcu ścięto chronione prawem topole


Pomniki przyrody wycięte w pień

Nad brzegiem Przemszy, tuż za budynkiem sosnowieckiego sądu, przechodniów straszy widok powycinanych drzew. Nie byle jakich – sterta pni i gałęzi to pomniki przyrody, które do tej pory promowały Sosnowiec w albumie przyrodniczym.

 


W rejonie ul. Franciszkańskiej wycięto cztery drzewa. Trzy z nich były pomnikami przyrody, czyli obiektami o szczególnej wartości przyrodniczej, naukowej, kulturowej, historycznej lub krajobrazowej oraz odznaczające się indywidualnymi cechami, wyróżniającymi je wśród innych tworów. Fakt usunięcia drzew zbulwersował sosnowiczan. Prosili redakcję o interwencję i wyjaśnienie sprawy.
- Byłem zszokowany widokiem przewróconych na ziemię drzew. Ta wycinka to istny pogrom! – mówi Dariusz J., który zobaczył wycięte drzewa przejeżdżając ścieżką wzdłuż brzegu Przemszy. – Ścięte drzewa to „tylko” topole, ale wśród nich są pomniki przyrody, opisane nawet w przewodniku sponsorowanym przez Urząd Miasta. Kto i dlaczego wydał zezwolenie na tak brutalną wycinkę, nawet pomników przyrody, które podlegają szczególnej ochronie prawnej? Warto to sprawdzić jak najszybciej, zanim „dowody zbrodni” zostaną usunięte – apeluje.


Sprawdziliśmy. Nad rzeką dosłownie kłębią się gałęzie, a potężne pnie leżą powalone na ziemię. Na jednym z pociętych drzew widnieje niebieska tabliczka: POMNIK PRZYRODY, topola późna. Pan Dariusz się nie mylił. Wycięte topole to dokładnie te same drzewa, którymi promowało się miasto w albumie „Pomniki przyrody Sosnowca”, sfinansowanym z środków Gminnego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Sosnowcu. Figurują tam jako przyrodnicza chluba naszego miasta. We wstępie do niniejszej książki (wydanej w 2004 roku) prezydent Kazimierz Górski napisał: „Przedstawione w książce drzewa, jako nieodłączny towarzysz dziejów, związane często z zabytkowymi obiektami historycznymi, rosną w parkach przypałacowych stanowiąc dziedzictwo sztuki ogrodowej ubiegłych wieków, dowód naszej kultury oraz ważny element krajobrazu. Zachowanie bogactwa przyrody oraz dziedzictwa kulturowego z nią związanego jest szczególnie ważne, gdyż stanowią one cenne wartości naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej”. Usunięte pomniki przyrody rosły za Pałacem Schoena, tuż nad brzegiem Przemszy.
Decyzję o wycince podjęli urzędnicy. Naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa Urzędu Miasta twierdzi, że drzewa trzeba było ściąć, bo zagrażały ludziom i pobliskiemu budynkowi. – Bezpośrednią przyczyną wezwania straży pożarnej, która dokonała wycinki, było złamanie się jednego z drzew na budynek pobliskiego magazynu. Konary uszkodziły przy tym dach budynku, za co zresztą zostaniemy pozwani o odszkodowanie przez właściciela magazynu. W takiej sytuacji nie było innego wyjścia, jak usunięcie drzew – mówi naczelnik WOŚiR Wanda Orlińska.


Wycięto w sumie cztery topole, z czego trzy były pomnikami przyrody. Jak twierdzi naczelnik Orlińska, od pewnego czasu dwa drzewa były pochylone. Na początku lipca połamały się i spadły na dach magazynu. – Nie dało się tego inaczej załatwić, trzeba było je natychmiast wyciąć, mimo że to pomniki przyrody. Drzewostan znajdował się nad wodą, w miejscu, gdzie często spacerują ludzie. Nie mogliśmy dopuścić, by drzewa stwarzały zagrożenie dla ich bezpieczeństwa – wyjaśnia Wanda Orlińska. Konary i pnie pomników przyrody nadal zalegają nad Przemszą. Wkrótce mają być usunięte przez pracowników Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej.
Choć decyzja o wycince została podjęta w reakcji na zawalenie się drzew, a ścięcie topoli zostało przeprowadzone natychmiast, wciąż nie uregulowane są sprawy prawne. RM objęła ochroną pomniki przyrody uchwałą z 24 maja 2001 roku. – Teraz będziemy musieli ten stan rzeczy przeprowadzić prawnie – mówi naczelnik Orlińska.
Sprawę wycinki pomników przyrody szeroko komentowali czytelnicy portalu e-sosnowiec. - Niech zwykły obywatel spróbuje wyciąć legalnie drzewo to się dowie, jakie są z tym związane problemy i opłaty. Mam nadzieję, że redakcja tego tak nie zostawi, bo urzędnicy mogą sobie decydować o wycince zwykłych drzew, ale nie tych, które mają status pomnika przyrody. Bo to jest po prostu niezgodne z prawem !!! Do takiej operacji potrzebna jest już inna procedura – pisze do redakcji czytelnik o pseudonimie „Zielony”.

Ilona Pawłowska


Pilotażowy program ochrony przyrody

Kozy ratują krajobraz

Wczoraj zakończył się wypas kóz na terenie Rezerwatu „Góra Zborów” w Podlesicach. Przez tydzień na jurajskim wzgórzu przebywało 150 kóz z włodowickiej hodowli Krystyny i Mariana Garbaciaków, które pełniły rolę naturalnych kosiarek. Pomagały w ratowaniu cennego krajobrazu na tym terenie.

Wypas stada kóz w rezerwacie „Góra Zborów” to rodzaj eksperymentu naukowego, którego celem jest ochrona i odbudowa muraw kserotermicznych oraz zachowanie bioróżnorodności florystycznej na Jurze. Dzięki wapiennemu podłożu na nasłonecznionych, głównie południowych stokach Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, rośnie wiele unikalnych, ciepłolubnych gatunków. To właśnie one są najcenniejszym elementem florystycznym jurajskiego krajobrazu. Istnieniu muraw kserotermicznych zagrażają zarastające je drzewa, które wcześniej czy później pojawiają się na tych terenach, gdzie zaniechano gospodarki rolnej, w tym utrzymywania pastwisk. Pozostawienie przyrody samej sobie doprowadziło także do zarastania skałek wapiennych.
Pierwszym elementem działań ochronnych dla muraw kserotermicznych było wylesienie zboczy Góry Zborów przez Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego. Aby zahamować proces odrastania drzew, postanowiono wprowadzić ekstensywną działalność rolniczą, polegającą na wypasie zwierząt.
- Naturalna sukcesja jest tak duża, że po 3 – 4 latach od wylesienia fragmentów zboczy, ponownie trzeba by wejść z piłami na ten teren. Wypas kóz to praktyczna realizacja zadań ochronnych, ustalonych dla tego rezerwatu przez Wojewodę Śląskiego – informuje Marek Broda, dyrektor ZPKWŚ. – Odsłanianie muraw i utrzymanie wcześniejszego stanu florystycznego odbywa się w najbardziej naturalny sposób, z pominięciem mechanicznych pił i kos. Kozy występują tu w roli naturalnych kosiarek. Z przyjemnością zjadają młode pędy drzew i krzewów, które zarastają murawy.
Przedsięwzięcie odbywało się pod kierunkiem Towarzystwa Miłośników Ziemi Zawierciańskiej przy współpracy Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego, pod nadzorem merytorycznym prof. Andrzeja Czyloka, kierownika Zakładu Biogeografii i Ochrony Przyrody Uniwersytetu Śląskiego. Zadanie to było realizowane w ramach porozumienia o współpracy zawartego pomiędzy ZPKWŚ a TMZZ oraz Szkołą Alpinizmu Bogdana Krauze i firmą Bodeko, dotyczącego „Interdyscyplinarnego programu ochrony przyrody, dóbr kultury i krajobrazu oraz zagospodarowania i udostępnienia turystycznego obszaru Skał Kroczyckich, w tym Rezerwatu Góra Zborów”. Realizacja pilotażowego programu ma doprowadzić do powstania modelowego miejsca ochrony przyrody w województwie śląskim, które będzie godzić interesy przyrody, ludności miejscowej i ruchu turystycznego.
Eksperyment czynnej ochrony przyrody był okazją, by wypromować kozie mięso, sery, mleko, które kupowali turyści – być może kozie specjały staną się elementem produktu turystycznego Jury.
Organizatorzy akcji wiedzą już, jaką powierzchnię, w ciągu jakiego czasu, jest w stanie „skosić” 150 kóz, co najchętniej zwierzęta zjadają, jak zachowują się w obcym terenie, ilu potrzeba osób do obsługi wypasu. Zdobyte doświadczenia być może posłużą w przyszłym roku do podobnych działań czynnej ochrony w obrębie innych fragmentów Góry Zborów oraz innych jurajskich wzgórz. Do tego czasu trzeba będzie zaobserwować, jak na wykoszonych zboczach rozwiną się zbiorowiska roślinne w następnych etapach wegetacji.


(aś)
Foto: Marceli Ślusarczyk