Nie masz umowy, zapłacisz mandat

Skontrolują wywóz śmieci

Straż Miejska w Jaworznie od lipca sprawdza, jak mieszkańcy utrzymują czystość na swoich posesjach. Po ostatnim incydencie w Rudzie Śląskiej, gdzie ktoś ściekami zanieczyścił wodę, prezydent Paweł Silbert postanowił skontrolować sytuację w mieście. Strażnicy miejscy sprawdzają, czy właściciele prywatnych posesji i firm mają podpisane umowy na wywóz nieczystości i czy są one zgodne z regulaminem utrzymania czystości i porządku.
Kontrole obejmą wszystkich właścicieli posesji w każdej z dzielnic miasta. Strażnicy będą pytać o umowy na wywóz nieczystości stałych i ciekłych. Potrzebna więc będzie umowa z firmą, która odbiera nieczystości oraz potwierdzenie płatności za tę usługę. Mieszkańcy i przedsiębiorcy na uporządkowanie spraw związanych z wywozem nieczystości mają czas do połowy września. Do tego czasu będą tylko upominani i pouczani o swoich obowiązkach. Jednak potem strażnicy nałożą mandaty, które mogą wynosić nawet 500 zł. Jeśli taka forma ukarania nie pomoże, będą kierowane wnioski do sądu grodzkiego.
Jak mówi Marcin Marzyński z Biura Promocji i Informacji Urzędu Miejskiego, niektórzy właściciele posesji nie zawarli umów z firmami zajmującymi się wywozem śmieci, a w mieście coraz większym problemem są dzikie wysypiska śmieci. Zdarza się też, że pracownicy placówek handlowych wyrzucają śmieci ze sklepu do miejskich koszy, bo nie mają własnych pojemników.


Samo posiadanie umowy jednak nie wystarczy. Jej zapisy muszą być zgodne z regulaminem utrzymania czystości i porządku na terenie miasta. W zabudowie jednorodzinnej pojemniki nie mogą być mniejsze niż 0,12 m sześć., a w zabudowie wielorodzinnej 1,2 m sześć. Pojemniki takiej samej wielkości muszą się znaleźć w placówkach handlowych, ogródkach działkowych i innych przedsiębiorstwach.
Regulowana jest też częstotliwość wywozu odpadów. Dla zabudowy jednorodzinnej, ogródków działkowych, placówek handlowych i innych przedsiębiorstw odpady wywożone powinny być nie rzadziej, niż dwa razy w miesiącu. W zabudowie wielorodzinnej natomiast nie rzadziej, niż cztery razy w miesiącu. Ważne jest również to, że nieczystości ciekłe muszą być usuwane ze zbiorników na tyle często, żeby wykluczyć możliwość wystąpienia wycieku ze zbiornika.

(acz)

 

Brud i dzikie gniazda gołębi w blokach sosnowieckiej spółdzielni „Sielec”

Jak lokatorzy z gołębiami wojowali...

Sosnowiczanie chcą wypowiedzieć wojnę gołębiom, zakładającym w ich blokach dzikie gniazda. Żalą się, że odór ptasich odchodów jest nie do wytrzymania, zwłaszcza kiedy robi się ciepło. Nie jest to jednak takie proste, bo ptaki są w okresie lęgu. Dlatego władze spółdzielni odmawiały niszczenia gniazd, w których znajdują się jaja lub pisklęta. Zabrali się za to do przeglądu swoich bloków i usuwania szkód, wyrządzonych przez ptaki.

Sprawa gołębi w blokach SM "Sielec" bulwersuje wielu lokatorów. Spółdzielnia otrzymała kilkanaście zgłoszeń z prośbą o usunięcie nieproszonych gości z dachów budynków, otworów wentylacyjnych, balkonów. - W naszym bloku straszliwy fetor unosi się na całym korytarzu. Wszystko dlatego, że zagnieździły się nam gołębie. Dzwoniliśmy do spółdzielni, żeby usunięto ptaki, bo nie chcemy takich dzikich współlokatorów – żalił się redakcji jeden z mieszkańców tego bloku. Mieszkańcy jednego z bloków przy ul. 3 Maja prosili redakcje portalu e-sosnowiec oraz „Wiadomości Zagłębia” o interwencję w tej sprawie.

Zarządcy budynków rozkładają bezradnie ręce. Jak się okazuje, z pojedynków lokatorów z gołębiami zazwyczaj zwycięsko wychodzą ptaki. - Zdajemy sobie sprawę, że gołębie gniazda są dla naszych lokatorów uciążliwością, bo otrzymywaliśmy kilkanaście zgłoszeń z prośbą o ich usunięcie - mówi Witold Ślęzak, wiceprezes SM "Sielec". - Mnie pracownica spółdzielni powiedziała, że na razie nie będą usuwać gniazd, bo... mamy lato i jest za gorąco – mówi lokator bloku przy ul. 3 Maja. Ślęzak tłumaczy brak interwencji nieco inaczej. - Nie chodziło o pogodę, ale o przypadający w tym czasie sezon lęgowy gołębi. Uważam, że usuwanie ptasich jaj lub małych gołąbków z gniazd jest wysoce niehumanitarne i nie będziemy tego robić. Zajmujemy się usuwaniem tylko tych gniazd, w których nie ma gołębich jaj.

Jak się okazało, mimo swoich przekonań, wiceprezes obiecał osobiście zająć się sprawą. Polecił sprawdzić stan gniazd w blokach przy ul. 3 Maja i usunąć ptaki oraz ich odchody, które zatruwały mieszkańcom powietrze i brudziły otoczenie.– Kupowałam mieszkanie w budynku bez gołębnika! – irytuje się jedna z mieszkanek bloku.
– Proszę zrozumieć, że dla nas „polowanie” na te ptaki to jak walka z wiatrakami. Gołębie są dla nas wielkim kłopotem, bo bloki należące do spółdzielni nie są odpowiednio skonstruowane, aby uniemożliwić gołębiom zagnieżdżanie się. Zakładamy na dachach stop-ptaki, czyli specjalne kolce przymocowane do krawędzi dachu, a także siatki na otwory wentylacyjne. To rozwiązania tymczasowe, bo takie przyrządy są niszczone przez deszcz, wiatr oraz same ptaki – tłumaczy wiceprezes spółdzielni.

Jak zapewniają lekarze, gołębie nie zagrażają zdrowiu lokatorów.– Nie ma absolutnie żadnego zagrożenia dla zdrowia tych ludzi – zapewnia dr Grażyna Matusz, powiatowy lekarz weterynarii. – Takie domysły mieszkańców są nieuzasadnione. Musieliby dotykać, bądź spożyć guano, by zaistniało ryzyko choroby. Nie ma także w tym przypadku zagrożenia zarażenia się ptasią grypą – uspokaja.

Nie ma ryzyka choroby, ale są nerwy. Zwłaszcza, że w świetle prawa nie można spółdzielni zmusić do usuwania ptasich gniazd. Mimo, że zarządcy budynków powinni dbać o czystość i porządek, zmusić ich do likwidacji gołębich gniazd w czasie trwania lęgu tych ptaków nie można. - Jest ustawa o porządku i czystości w gminach, dotycząca także kwestii zwierząt. Jednak ustalenie przepisów szczegółowych należy do włodarzy gmin, a także władz spółdzielni. Jeśli uznali oni, że nie usuwają ptaków w trakcie lęgu, nikt ich do tego zmusi – mówi Grażyna Matusz.

Mieszkańcy oskarżają spółdzielnię o zaniedbania, spółdzielnia tłumaczy się bezmyślnością ze strony mieszkańców. – Winowajcami zaistniałej sytuacji są ludzie bez wyobraźni. Mieszkańcy, którzy karmią gołębie na balkonach, albo zostawiają chleb na parapetach okien i nie zdają sobie sprawy (bądź nie pomyślą po prostu), że ptak z pewnością będzie chciał osiąść w miejscu, w którym ma pod dostatkiem jedzenia. Tacy ludzie powinni się zastanowić nad tym, co robią. Tymczasem wobec siebie są bezkrytyczni – uważa prezes Ślęzak.

Ilona Pawłowska

 

Są plany rekultywacji
Warpie czeka na swoją kolej

Do Starostwa Powiatowego w Będzinie trafił projekt zagospodarowania terenu położonego w dzielnicy Warpie, widniejącego na liście miejsc przeznaczonych do rekultywacji. Do rozpoczęcia konkretnych działań jeszcze daleka droga.

Wieloletnia działalność zakładów przemysłowych w Będzinie nie pozostała bez wpływu na stan środowiska. Jednym z przeobrażonych komponentów jest powierzchnia ziemi, która poddana była przekształceniom towarzyszącym m.in. eksploatacji odkrywkowej. Obecnie prowadzi się prace zmierzające do przywrócenia terenom zdegradowanym stanu poprzedniego. W trakcie realizacji rekultywacji są tereny zlokalizowane w Grodźcu przy ul. Barlickiego i „Kijowa”. Idea rozwiązań projektowych rekultywacji sprowadza się do takiego ukształtowania terenu, aby harmonijnie łączył się z otoczeniem oraz by służyła przywróceniu walorów przyrodniczych.
Terenem wymagającym rewitalizacji i przywrócenia funkcjonalności jest również rejon dzielnicy Warpie przy ulicy Podsiadły. Jest to obszar położony pomiędzy osiedlem Warpie Wschód a południową granicą miasta i jest stosunkowo niewielki – ok. 4 ha. W przeszłości eksploatowano tu wapienie i dolomity triasowe, znacznie później obszar wykorzystywany był jako miejsce deponowania ziemi z wykopów, w trakcie budowy pobliskiego hipermarketu. Następstwem wydobywania materiału skalnego jest mocno zróżnicowane ukształtowanie terenu – dawne wyrobiska, nieczynne kamieniołomy, liczne wzniesienia o stromych zboczach, jak i płytkie zagłębienia posiadające bardziej wilgotny charakter. Miejsce, przez wiele lat nie było użytkowane, zaczęło więc żyć własnym rytmem. Obecnie teren porastają łąki, na całym obszarze występują młode drzewa rosnące pojedynczo i w skupieniach (m.in. iwa, jesion, jawor, robinia, osika) oraz krzewy. Zbiorowiska roślinne reprezentowane są tu zarówno przez układy antropogeniczne, które nie przedstawiają większej wartości przyrodniczej (część południowa), jak również fitocenozy interesujące, zasługujące na szczególną ochronę ze względu na ich skład gatunkowy (z prawnie chronioną wilżyną ciernistą). Również fauna przedstawia się interesująco ze względu na licznie występujące gatunki ptaków i mięczaków. Jak wynika z relacji osób mieszkających w pobliżu, swe siedlisko mają tu również lisy.
Ten rozległy teren, posiadający niewątpliwie walory przyrodnicze, jest również miejscem licznych, dzikich wysypisk odpadów komunalnych, które burzą względnie, jak mogłoby się wydawać, uporządkowany obraz. Szczególnie późną jesienią i zimą miejsce to odstrasza swą surowością. Brak zieleni uwidacznia wszelkie nieprawidłowości – tony śmieci, w tym azbest, gruzu, gołe zbocza po nieczynnych kamieniołomach, błoto...
Obecnie projekt przywrócenia funkcjonalności tego terenu znajduje się w Starostwie Powiatowym w Będzinie Zgodnie z z nim teren ma zostać przeznaczony na cele rekreacyjno - sportowe. Nie zapadła jeszcze konkretna decyzja o charakterze proponowanego rozwiązania – oferty przedstawiło kilka firm. Na ich realizację trzeba więc będzie poczekać.
Dobrze byłoby, gdyby wykonawca ewentualnej rekultywacji nie zniszczył tego, co sama natura zdążyła już ogromnym wysiłkiem stworzyć.

Dagmara Szastak-Zięba