Przybywa nielegalnych wysypisk
Dzikie śmieci

Na dzikich wysypiskach można znaleźć przeróżne rzeczy,
od drobnych
śmieci począwszy
po elementy wyposażenia mieszkań, części samochodowe, itp.
Dzikie wysypiska to problem nie nowy. Miasta co roku
muszą zmagać się z nielegalnym wywozem śmieci. Wiele osób prywatnych,
a nawet
firm, woli wywieźć swoje odpadki do lasu, lub na mało uczęszczany
teren. W ich mniemaniu jest to wygodniejsze, a przede wszystkim
dużo tańsze. Tymczasem większość śmieci można oddać na legalne
wysypiska zupełnie bezpłatnie.
Dodatkowe opłaty ponoszą tylko
ci, którzy wyrzucają
gruz oraz odpady zielone – mówi Janusz Piątek, kierownik
Referatu Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Będzinie.
– Wszystkie inne
– a więc również na przykład stare lodówki czy pralki –
firmy wywożą w ramach opłat, które uiszczamy za wywóz zwykłych
śmieci.
Niewiele
osób o tym wie.
W będzińskim referacie już wkrótce ruszy
specjalna ewidencja mieszkańców. Dzięki temu wszyscy, którzy
nie mają podpisanej
umowy z żadną firmą wywozową, otrzymają pomoc od miasta.
– Śmieci
takiej osoby przez 12 miesięcy będą wywożone przez gminę –
mówi kierownik. – Będzie jednak musiał zapłacić specjalny podatek.
W Dąbrowie Górniczej od pierwszego kwietnia wywieziono aż 140
metrów sześciennych nielegalnych
śmieci. W kolejce do likwidacji czekają kolejne dzikie
wysypiska.
– To naprawdę duży problem – mówi Grzegorz Wójcik
z Referatu
Oczyszczania Miasta i Utrzymania Zieleni Urzędu Miejskiego
w Dąbrowie Górniczej.
– Właściwie ciężko to policzyć – wiele uprzątniętych
wysypisk zapełnia się spowrotem w bardzo krótkim czasie.
Czasem długo nie wiemy o jakimś
przypadku. Tak na przykład było z nielegalnym wysypiskiem,
które zgłosiła nam jedna z firm energetycznych. Kiedy
przyjechali, by naprawić
awarię, okazało się, że na polu leżą odpady z uboju
kurczaków. Było tego prawie 100 ton. Najprawdopodobniej leżały
tam przez
całą zimę,
przykryte śniegiem. Niestety, kary za nielegalny wywóz
śmieci
są zazwyczaj bardzo małe – około 100 złotych. Ludzie
czują
się więc bezkarni.

Problemy z egzekwowaniem prawa wobec
osób, które nielegalnie
zaśmiecają miasto ma również Sosnowiec. Jeśli teren
należy do gminy, jedna z firm wywozowych, z którą miasto
ma podpisaną umowę,
usuwa
dzikie wysypisko. Gorzej, jeśli śmieci leżą na prywatnym
terenie.
– Czasem jest tak, że nie wiadomo, do kogo należy
dany teren – mówi
Jolanta Niedbał, p. o. naczelnika Wydziału Gospodarki
Komunalnej i Mieszkaniowej Urzędu Miejskiego w Sosnowcu.
– Właściciel
zmarł i nie można ustalić, kto jest jego spadkobiercą.
Staramy
się ustalać,
kto jest odpowiedzialny za takie dzikie wysypisko,
ale jest to trudne i wymaga czasu.
Nielegalny wywóz śmieci
to problem całoroczny. Gminy
na bieżąco starają się usuwać wszelkie zgłoszone
nieczystości, jednak kolejka nielegalnych wysypisk ciągle się wydłuża.
–
Najwięcej problemów
ze śmieciami jest zazwyczaj jesienią. Na ziemi leżą
wtedy zgarnięte, ale nie wyrzucone liście, czy owoce, których
nie zebrano – mówi Jolanta
Niedbał. Sytuacja może wkrótce się polepszyć. W Sosnowcu
wprowadzona zostanie selektywna zbiórka odpadów. Do
tej
pory stosowano ją tylko
w budynkach wielorodzinnych, teraz trafi również
do domków jednorodzinnych. – Osobno wywożone będzie szkło, papier,
plastik – mówi Jolanta Niedbał.
– Mamy nadzieję, że w ten sposób w koszach na śmieci
znajdzie się więcej miejsca na śmieci, które wcześniej
często
wyrzucano na nielegalne
wysypiska.
Natalia Dołżycka
Koniec stadniny w Udorzu?
I tylko koni żal….

Stadnina koni w Udorzu nie ma od dobrych kilku lat szczęścia
do zarządców. Z końcem kwietnia ostatecznie rozstała się
z nią Huta Szkła w Jaroszowcu, która w 2002 roku zaczęła tu gospodarzyć.
Huta
stała się właścicielem stada koni i budynków, pola i łąki
wydzierżawiła od Agencji Nieruchomości Rolnej w Opolu. Przejmowała
stadninę już
w nie najlepszym stanie, konieczne były nowe inwestycje,
by nie tylko hodować tu konie i na tym zarabiać, ale także uprawiać
hippikę, organizować
zawody, rozwijać rekreację.

Na
polach przygotowanych pod wysiew owsa
prawdopodobnieprzyszli dzierżawcy
będą siac kukurydzę.
Plany były ambitne, niestety
zrealizowano je tylko w części, bowiem wkrótce hutę kupli Francuzi,
a nowy właściciel
przedsiębiorstwa nie zamierzał nadal kontynuować jego pozaprodukcyjnej
działalności. Spółkę powołaną wcześniej do zarządzania stadniną
postawiono w stan likwidacji, o dalszym losie stada liczącego
ponad 120 koni,
budynkami, polami i łąkami o powierzchni ponad 360 ha i reszcie
majątku zaczął decydować likwidator.
Ten stan rzeczy trawa do
dziś. I pewnie
jeszcze długo nic by się nie zmieniło, gdyby nie fakt, iż
wygasły umowy na dzierżawę ziemi, jakie podpisano z opolskim
oddziałem Agencji
Nieruchomości Rolnej. Agencja w tym roku już nie pozwoliła
na obsianie pól, na których miał wyrosnąć owies. Worki z ziarnem
wyselekcjonowanym
do siewu zalegają w spichlerzu. Na pewno owies tej wiosny
już nie trafi na pola, można go jedynie przeznaczyć na paszę
dla koni. W
sytuacji, gdy wciąż nie wiadomo, co dalej ze stadniną będzie,
koniom daje przynajmniej nadzieję, że dzięki tym zapasom owsa
nie będą głodować.
A taka ewentualność wchodzi w grę, jeżeli dotychczas użytkowane
przez stadninę pastwiska i łąki zostaną wydzierżawione użytkownikom
nie
związanym ze stadniną i nie zainteresowanym hodowlą koni.
Dla stada brak pastwisk to wyrok. Nie da sie go utrzymać bez
odpowiedniego
zaplecza. Likwidator stadniny musiałby sprzedać i konie,
i ziemię - o sprzedaży której może zdecydować - komuś, kto byłby
zainteresowany
utrzymaniem hodowli. Jak na razie ogłaszane od marca przetargi
– na szczęście nieskuteczne (?) - przewidywały sprzedaż każdego
z elementów
majątku stadniny odrębnie. Teraz w planach jest kolejny przetarg,
który ma się odbyć w pierwszej połowie maja. Być może szansą
dla udorzańskich koni jest fakt, iż o ziemię i budynki upomnieli
się
spadkobiercy byłych właścicieli majątku w Udorzu. Rodzina
Tarchalskich mieszka obecnie we Francji, jest zainteresowana
zarówno odkupieniem
części ziemi jak i kupnem stada. Nie jest wykluczone, że
dzięki nim stadnina koni w Udorzu mogłaby nadal funkcjonować.

W zabytkowym spichlerzu magazynowane są worki z ziarnem,
które miało
byc tej wiosny wysiane na polach.
Jeszcze dwa lata temu dalszym funkcjonowaniem stadniny była
także zainteresowana Agencja Inicjatyw Lokalnych, utworzona
przez kilka gmin z terenu powiatu zawierciańskiego. Podjęła
już nawet pierwsze
kroki w kierunku wykupienia stada koni od Huty Szkła w
Jaroszowcu, wpłacając pierwszą ratę w wysokości 200 tys.
zł. Agencja
Inicjatyw Lokalnych liczyła ponadto, że od Agencji Nieruchomości
Rolnych uda
jej się nieodpłatnie wydzierżawić ziemię na okres 20 lat.
W ten sposób chciała rozwijać zarówno hodowlę koni jak
i postawić na rekreację.
Jednak mimo podpisania umowy wstępnej na szczeblu ministerialnym
plany Agencji nie wypaliły. Aktualnie wycofała się ze wszystkiego,
odebrała wpłaconą zaliczkę i szuka innych form działalności.
Losy udorzańskiej stadniny najprawdopodobniej rozstrzygną
się w ciągu najbliższych tygodni. Jak na razie pełnomocnik
spadkobierców będzie na ten temat rozmawiać z jej likwidatorem.
Szansa,
by w Udorzu
nadal były konie jest podobno spora.
(red)