Składowisko śmieci musi zarabiać
Mysłowickie odpady w Sosnowcu
Porozumienie Sosnowca z Mysłowicami, przyjęte uchwałą na ostatniej sesji Rady Miejskiej, zakładające składowanie na terenie stolicy Zagłębia Dąbrowskiego mysłowickich odpadów, wywołało zaniepokojenie czytelników. Jak się jednak okazuje, cały proces trwa już od kilku lat i tłumaczony jest koniecznością zapewnienia stałego strumienia śmieci, który jest niezbędny dla zysków finansowych Miejskiego Zakładu Składowania Odpadów.

- Chciałbym się dowiedzieć, kto odpowiada za ten pomysł i co z tego będzie mieć nasze miasto? Czy to, że mamy być śmietnikiem dla innych miast sprawi, że będziemy atrakcyjnym, designerskim miastem dla młodych ludzi? Czy raczej jest to już równia pochyła? – czytamy w liście do redakcji jednego z naszych czytelników.
- Uchwała, którą podjęliśmy na ostatniej sesji, była tak naprawdę uregulowaniem stanu faktycznego, ponieważ już wcześniej przejmowaliśmy śmieci pochodzące z Mysłowic – wyjaśnia Arkadiusz Chęciński, przewodniczący sosnowieckiej Rady Miejskiej. Jak długo? –Od niedawna. Radni mają informację, że cały proces rozpoczął się na kilka dni przed samym podjęciem uchwały. Ja sam dowiedziałem się o wszystkim w chwili, kiedy ją zobaczyłem – odpowiada Chęciński.
Czy to dobry pomysł, aby stolica Zagłębia Dąbrowskiego przejmowała śmieci z innych miast? – Na pierwszy rzut oka faktycznie może się to wydawać złym pomysłem, bo w powszechnym przekonaniu śmieci przejmują zawsze biedni. Jednak w naszym przypadku, w odróżnieniu od Mysłowic, mamy przystosowane do tego składowisko i jeśli tylko będzie to nam przynosiło korzyści finansowe, nie widzę większego problemu – uważa Arkadiusz Chęciński i dodaje: - W przyszłości, mając na myśli aglomerację, będziemy musieli stawić czoła budowie spalarni śmieci. Wtedy też część odpadów z całego regionu będzie zwożona do jednego miejsca.
Podobnego zdania jak przewodniczący Rady Miejskiej wydaje się być zdecydowana większość radnych. –Uchwała w sprawie porozumienia z Mysłowicami głosowana była podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej. W głosowaniu wzięło udział 22 radnych i tylko dwoje wstrzymało się od głosu. W tej dwójce byli radny Maciej Ornowski z SLD oraz Alicja Skarbińska-Poznańska z Prawa i Sprawiedliwości – informuje Elżbieta Nawrot, kierownik Biura Rady Miejskiej w Sosnowcu.
Jak się okazuje, odpady z terenu Mysłowic są odbierane nie od kilkunastu dni, a kilku lat. –Sam proces trwa od 2004 roku. Śmieci nadal będą odbierane według cennika, obowiązującego zarówno dostawców odpadów z terenu gminy Sosnowiec, jak i spoza tego obszaru. Stosowanie innych cen mogłoby być odbierane jako stosowanie praktyk monopolistycznych – wyjaśnia Magdalena Stolarska, przedstawicielka Miejskiego Zakładu Składowania Odpadów.
Zdaniem reprezentantów MZSO w Sosnowcu, samo odbieranie odpadów jest bardzo istotne dla miasta i samej spółki. - Porozumienie z Mysłowicami w pewnym stopniu zapewnia otrzymywanie stałego strumienia odpadów. Powyższe porozumienie dodatkowo będzie wzmacniać sytuację finansową spółki w czasie, kiedy ta dokonuje istotnej rozbudowy. Współpraca z Mysłowicami od kilku lat układa się bardzo dobrze, co zapewnia osiąganie przez nas dodatkowego wyniku finansowego – twierdzi Magdalena Stolarska.
Niektórzy radni w dalszym ciągu jednak nie są przekonani do tego pomysłu. – Owszem, uważam, że nasze wysypisko trzeba dociążyć, ale moim zdaniem mamy wystarczająco dużo własnych śmieci i nie musimy przejmować ich z zewnątrz. Rozumiem kwestie gospodarcze i to, że musimy zarabiać, ale przejmowanie odpadów zewsząd prędzej czy później odbije się na środowisku naszego miasta – uważa radny SLD Maciej Ornowski.
Arkadiusz Kaczor
Półmetek ekologicznej inwestycji w Jaworznie
Walczak ochrzczony
W należącej do Południowego Koncernu Energetycznego Elektrowni Jaworzno III zamontowano tzw. walczak kotła na biomasę. Te jeden z najważniejszych elementów inwestycji, która ma na celu ograniczenie emisji do atmosfery dwutlenku węgla. Jej zakończenie planowane jest na koniec 2012 roku.

Montaż walczaka kotła biomasowego o mocy 50 MW uważany jest za przełomowy moment w realizacji ekologicznej inwestycji. Oprócz kotła jej elementami będą urządzenia pomocnicze oraz kompletny układ składowania i podawania biomasy. Przy 100 proc. obciążeniu kocioł będzie spalał do 50 ton paliwa na godzinę, co przy obciążeniu rzędu 75-80 proc. da roczne zużycie biomasy na poziomie 360 tys. ton. Będzie to, zgodnie z projektem i rozporządzeniem ministra gospodarki, w 80 proc. biomasa pochodzenia leśnego, a w 20 proc. – rolnicza.
- Nasze działania to efekt realizacji strategii korporacyjnej Grupy Tauron. Celem dla Grupy jest osiągnięcie wzrostu produkcji energii elektrycznej ze spalania i współspalania biomasy, co wpłynie na ograniczanie emisyjności dwutlenku węgla w przeliczeniu na MWh produkcji. Do końca 2020 roku planujemy uruchomienie mocy opartych na spalaniu biomasy na poziomie 240 MW (spalanie 100 proc. biomasy bez udziału węgla), z czego 150 MW stanowić będą nowe moce, a 90 MW modernizacje istniejących kotłów węglowych – powiedział w trakcie otwarcia inwetsycji Dariusz Lubera, prezes zarządu Tauron Polska Energia: – Dodatkowo, w ramach zwiększania udziału odnawialnych źródeł energii w produkcji energii, Tauron planuje do końca 2020 roku uruchomienie mocy w energetyce wiatrowej i biogazowej do poziomu 800 MW.
Stanisław Tokarski, prezes zarządu Południowego Koncernu Energetycznego podkreślił, że realizowana w Jaworznie inwestycja wypełnia nie tylko założenia Pakietu Klimatycznego, ale wpisuje się także w unijną Mapę Drogową mówiącą o dalszych redukcjach emisji do roku 2050: - Fakt, iż cała moc 50 MW jednostki generowana będzie jedynie w oparciu o spalanie biomasy, ma dla nas ogromne znaczenie.
Para z nowego kotła będzie mogła być wykorzystywana do produkcji ciepła, ponieważ nowy kocioł będzie połączony z istniejącym w elektrowni podstawowym układem podgrzewu wody sieciowej. Matką chrzestną walczaka, któremu nadano imię „Jawor”, została prezes zarządu Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, Gabriela Lenartowicz. (BP, PC)
Eko-Rajd po raz dwudziesty
Propagowanie ochrony przyrody, zabytków, ale także historii małej ojczyzny, jaką dla niektórych jest Zagłębie Dąbrowskie. To główne idee, które przyświecają organizatorom Eko-Rajdu. W tym roku odbyła się jego dwudziesta, jubileuszowa edycja.

- Jak mawiał nasz patron Aleksander Janowski: „Chcąc miłować swój kraj, trzeba go poznać”. I nam także przyświeca taki cel, którym jest pokazanie i zapoznanie uczestników z pięknem doliny Białej Przemszy. Od 20 lat zbieramy młodzież i dorosłych i wędrujemy z nimi po to, aby zaszczepić w nich miłość do tych stron – mówi Włodzimierz Kubiczek, jeden z organizatorów Eko-Rajdu.
Uczestnicy mieli do wyboru pięć tras, które przemierzali pieszo lub na rowerach. Ekipy, które wybrały najdłuższą z nich, musiały wyruszyć już o godzinie 8.00 rano z punktu Okradzionów-Sławków. Ale rajd nie ograniczał się tylko do przejścia wyznaczonego szlaku. Jak podkreśla Włodzimierz Kubiczek, co roku towarzyszą mu liczne dodatkowe atrakcje: – W czasie rajdu organizujemy kilka konkursów, m.in. turystyczno-krajoznawczy, czy piosenki turystycznej. Staramy się też wracać do starych gier, które dzisiaj są już zapomniane. Każdy rajd wieńczy zaś ognisko. Nie inaczej było w tym roku.
Organizatorzy ponownie postarali się, aby w trakcie wędrówki połączyć teraźniejszość z historią. Służyły temu postoje w wyznaczonych miejscach, w których uczestnicy mogli dowiedzieć się wielu ciekawostek związanych z regionem i tym samym przybliżyć go mieszkańcom.
Głównymi organizatorami XX Jubileuszowego Eko-Rajdu byli: Oddział PTTK Huty Katowice w Dąbrowie Górniczej, burmistrz miasta Sławków oraz Zawiązek Stowarzyszeń Zielony Ring Przemszy w Sławkowie. W rajdzie wzięło udział przeszło 100 osób. Najmłodszy uczestnik miał 2 lata.
(IK)
|