luty4

- Przygarnij psa lub kota ze schroniska   w Sosnowcu Milowicach

- Ekowiadomości, 12 stycznia 2010

- Ekowiadomości, 19 stycznia 2010

- Ekowiadomości, 26 stycznia 2010

- Ekowiadomości, 2 lutego 2010

- Ekowiadomości, 9 lutego 2010

- Ekowiadomości, 16 lutego 2010

- Ekowiadomości, 23 lutego 2010

- Ekowiadomości, 2 marca 2010

- Ekowiadomości, 16 marca 2010

- Ekowiadomości, 13 kwietnia 2010

- Ekowiadomości, 20 kwietnia 2010

- Ekowiadomości, 4 maja 2010

- Ekowiadomości, 11 maja 2010

- Ekowiadomości, 18 maja 2010

- Ekowiadomości, 25 maja 2010

- Ekowiadomości, 8 czerwca 2010

- Ekowiadomości, 15 czerwca 2010

- Ekowiadomości, 29 czerwca 2010

- Ekowiadomości, 6 lipca 2010

- Ekowiadomości, 13 lipca 2010

- Ekowiadomości, 20 lipca 2010

- Ekowiadomości, 27 lipca 2010

- Ekowiadomości, 3 sierpnia 2010

- Ekowiadomości, 10 sierpnia 2010

- Ekowiadomości, 24 sierpnia 2010

- Ekowiadomości, 31 sierpnia 2010

- Ekowiadomości, 7 września 2010

- Ekowiadomości, 21 września 2010

- Ekowiadomości, 28 września 2010

- Ekowiadomości, 5 października 2010

- Ekowiadomości, 19 października 2010

- Ekowiadomości, 26 października 2010

- Ekowiadomości, 2 listopada 2010

- Ekowiadomości, 9 listopada 2010

- Ekowiadomości, 16 listopada 2010

- Ekowiadomości, 30 listopada 2010

- Ekowiadomości, 14 grudnia 2010

- Ekowiadomości, 28 grudnia 2010

- Ekowiadomości, 11 stycznia 2011

- Ekowiadomości, 25 stycznia 2011

- Ekowiadomości, 1 lutego 2011

- Ekowiadomości, 8 lutego 2011


Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?
Urzędnicza bezmyślność
dobrowadza Cię do szału?
Wiesz o czymś, co może zainteresować media?

Zadzwoń lub napisz
do "Wiadomości Zagłębia"
lub przyjdź na dyżur redakcyjny dziennikarzy!

zadzwoń: 32 265 00 05
napisz: redakcja@wiadomoscizaglebia.pl


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wkrótce zmiana ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach

Rewolucja śmieciowa

Jeszcze w tym roku gminy czeka prawdziwa rewolucja śmieciowa związana z przyznaniem samorządom tzw. władztwa nad śmieciami i dostosowaniem tym samym naszej gospodarki odpadami do wymogów Unii Europejskiej. Rząd szykuje się do zmiany ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Jeśli wejdzie w życie, nielegalne pozbywanie się nieczystości czy ich niesegregowanie przestaną się już opłacać.

 

Ważną zmianą w ustawie jest założenie, że za wywóz śmieci każde gospodarstwo domowe będzie uiszczało stałą opłatę przypadającą na jednego mieszkańca domu. Koszty mają pokryć cenę odbioru odpadów, transportu i recyklingu. Ponieważ taka opłata byłaby obowiązkowa, zryczałtowana i niezwiązana z ilością produkowanych śmieci, zniknie pokusa, by pozbywać się ich pokątnie. Z sondażu Ministerstwa Środowiska wynika bowiem, że co trzecia osoba przyznaje się do tego, że nie płaci za wywóz śmieci. Nowa ustawa zakłada też, że to gminy, a nie jak dotychczas spółdzielnie czy wspólnoty mieszkaniowe, będą odpowiadały za gospodarkę śmieciową. System, w którym samorządy lokalne zarządzają odpadami i są za to odpowiedzialne, obowiązuje już we wszystkich krajach Unii Europejskiej poza Polską i Węgrami. Tak rysuje się przyszłość. A jak to wygląda obecnie?

Smutne dane pokontrolne
Sosnowiec, jako jedyne miasto w Zagłębiu, próbował wyprzedzić przygotowywaną ustawę. W mieście odbyło się referendum śmieciowe. Niestety, zakończyło się kompletnym fiaskiem z uwagi na zastraszająco niską frekwencję. Obecnie na terenie miasta, podobnie jak i w innych gminach, obowiązuje system polegający na zawieraniu przez właścicieli nieruchomości umów z firmami posiadającymi zezwolenie prezydenta na odbiór odpadów komunalnych z terenu miasta. Takie zezwolenie posiada 28 przedsiębiorców, z czego faktycznie odbiorem zajmuje się 16. Śmieci trafiają na Miejskie Składowisko Odpadów Komunalnych przy ulicy Grenadierów. Wydział Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej nie potrafił podać nam danych danych za rok 2010. Z udostępnionego nam sprawozdania za rok 2009 wynika, że z terenu Sosnowca zebrano ponad 69 tys. ton niesegregowanych śmieci. Segregowane to papier i tektura – 2,04 t, szkło – 78,91 t,  tworzywa sztuczne – 62,86 t, a zatem nikły procent wszystkich odpadów.

Za to w mieście przeprowadzane są kontrole przez WGKiM oraz straż miejską. Wskazują one na to, że część mieszkańców gminy pozbywa się odpadów w sposób nieodpowiedni i nielegalny, podrzucając je do pojemników spółdzielczych, spalając, czy wyrzucając do przydrożnych rowów.  – Ich struktura morfologiczna wskazuje na to, że bardzo często pochodzą od podmiotów gospodarczych. Niestety, w aktualnym stanie prawno -organizacyjnym nie można mieć pewności co do tego, czy wszyscy właściciele nieruchomości posiadają zawarte umowy – mówi Agnieszka Kowalska, kierownik Referatu Infrastruktury i Obsługi Technicznej Miasta. - Dotychczasowe uregulowania prawne nie dają gminie pełnej kontroli nad odpadami. Realizacja wymogów gminy, zwłaszcza w zakresie selektywnej zbiórki odpadów, zależy obecnie od rzetelności i świadomości ekologicznej właścicieli  nieruchomości i firm przewozowych - dodaje.

W latach 2009-2010 WGK przeprowadził 16 kontroli u wykonawców posiadających zezwolenia na prowadzenie działalności w zakresie odbierania odpadów komunalnych oraz 120 kontroli  na posesjach prywatnych. W wyniku tych kontroli prowadzone są analizy ilości zebranych odpadów. Badana jest też ich struktura. – Kontrole prowadzone przez straż miejską w zabudowie jednorodzinnej wskazują na to, że nie wszystkie posesje wyposażone są w worki do selektywnej zbiórki. Na 120 skontrolowanych posesji 50 nie otrzymuje worków. Zobowiązano firmy do ich dostarczania wraz z książeczkami opłat – twierdzi Agnieszka Kowalska. – Inną rzeczą jest, że większość mieszkańców, nawet posiadając odpowiednie  wyposażenie, nie segreguje odpadów i nie wystawia ich przed posesje. Dodatkowo z informacji uzyskanych od przedsiębiorców zajmujących się wywozem nieczystości dowiedzieliśmy się, że odpady gromadzone w poszczególnych pojemnikach są bardzo zanieczyszczone innymi śmieciami i, jak na przykład w przypadku firmy Kedat, były w konsekwencji składowane jako niesegregowane – dodaje.

Kierunek „Lipówka II”
Na terenie Dąbrowy Górniczej działa kilkadziesiąt firm wywozowych. Prezydent, udzielając im zezwolenia, określa między innymi miejsce odzysku lub unieszkodliwienia odpadów komunalnych. Zezwolenie wskazuje ponadto sposób postępowania z odpadami, który musi być zgodny z zasadami gospodarowania odpadami, wymaganiami ochrony środowiska i planem gospodarki odpadami. - Prezydent może dokonać kontroli przedsiębiorcy, a ten jest zobowiązany do sporządzania i przekazywania informacji dotyczących m.in. masy przekazywanej substancji poszczególnych rodzajów odebranych odpadów. Wysegregowane nieczystości trafiają do Miejskiego Zakładu Przetwarzania Odpadów Komunalnych „Lipówka II” a następnie do firm recyklingowych. Selektywną zbiórkę odpadów na rzecz gminy prowadzi podmiot wyłoniony w drodze przetargu – mówi Iwona Dalach, zastępca naczelnika Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej.
Co ciekawe, na terenie Dąbrowy znaczna część odpadów komunalnych ulegających biodegradacji jest wykorzystywana przez mieszkańców we własnym zakresie do kompostowania, zwłaszcza na terenach z zabudową jednorodzinną oraz o charakterze wiejskim. Szacuje się, że w ten sposób może być zagospodarowanych nawet do 70 procent tego typu odpadów.

Ale w mieście rocznie wytwarzanych jest 54.285 ton odpadów komunalnych, z czego największą część, ponad  45 tys. ton,  stanowią, niestety, te niesegregowane.

Około 20 proc. Segregowanych?
W Będzinie gospodarkę odpadami reguluje uchwała Rady Miejskiej z 2006 roku. Regulamin określa wymagania w stosunku do właścicieli nieruchomości w zakresie utrzymania czystości, rodzaje i minimalną pojemność urządzeń przeznaczonych do zbierania nieczystości stałych i ciekłych, jak i częstotliwość pozbywania się odpadów. Właściciele nieruchomości dobrowolnie zawierają umowy z podmiotami mającymi zezwolenie na wywóz nieczystości.  Dotychczas udzielono 22 takich pozwoleń. Na terenie miasta działalność prowadzi 18 przedsiębiorców.

- Ilość selektywnie zebranych odpadów na terenie miasta stanowi około 20 procent całkowitej masy odpadów komunalnych. Notujemy stały postęp w zakresie segregowania nieczystości, co wskazuje na coraz większą świadomość i zainteresowanie ze strony mieszkańców – mówi Agnieszka Siemińska, rzecznik będzińskiego magistratu. – Ilości wysegregowanych odpadów zebranych przez mieszkańców Będzina w latach 2001- 2010 systematycznie wzrasta. W roku 2001 było to 90 ton, a w roku 2010 już ponad 4 tys. ton – dodaje.
W roku 2010 odebrano z terenu miasta w ramach selektywnej zbiórki odpadów  4.398,23 ton odpadów wysegregowanych, w tym 2.966,92 ton odpadów biodegradowalnych, które zostały przekazane do przedsiębiorców zajmujących się odzyskiem odpadów. Ale to i tak niewiele, biorąc pod uwagę, że pozostałe odpady to 19.673,13 ton.

Teresa Szczepanek

 

Poza centrum miasta królują dzikie wysypiska śmieci

W Sosnowcu jak w Trzecim Świecie?

- Syf jakich mało! – denerwują się mieszkańcy osiedli w okolicach ulicy Strzeleckiej w Sosnowcu. Na sporym odcinku drogi i przyległych do niej terenów urządzono dzikie wysypisko śmieci, które funkcjonuje tam od dłuższego czasu. Mieszkający nieopodal ludzie podkreślają brak reakcji władz na zapuszczenie tego terenu. – Dbanie o centrum miasta przy jednoczesnej marginalizacji terenów od niego odległych jest charakterystyczne dla krajów Trzeciego Świata – komentuje socjolog, prof. Jacek Wódz.

smieci

- Proszę zobaczyć jak to wygląda. Czy tak powinno być w cywilizowanym kraju i cywilizowanym mieście? – pytają napotkani mieszkańcy osiedli w okolicy ulicy Strzeleckiej w Sosnowcu, pokazując sterty walających się śmieci tuż przy drodze. – Ten obszar znajduje się w obrębie miasta, a skoro tak, to mamy obraz tego, jak miasto dba o swoich mieszkańców. A przecież ludzie tutaj chodzą, często nawet bawią się w tym miejscu dzieci. Tyle śmieci jest okropne nie tylko pod względem estetycznym, ale przede wszystkim niebezpieczne ze względów higieny – dodają.

- Rejon ulicy Strzeleckiej to obszar totalnie zapuszczony. Mieszkają tam bardzo różni ludzie. Dużo z nich było w przeszłości pracownikami pobliskich zakładów, które w pewnym momencie zaczęły zwalniać. Jeśli teraz będą oni mieć okazję do podziwiania takich widoków oraz świadomość, że nic się z tym nie robi, to poczucie beznadziejności będzie się w nich tylko potęgowało. Wiara władz miasta w to, że dźwigną się sami, jest bardzo naiwna – mówi  socjolog, prof. Jacek Wódz.

Przedstawiciele sosnowieckiego magistratu tłumaczą, że powstawanie dzikich wysypisk jest zjawiskiem, z którym walczy się trudno. – Na likwidację takich miejsc podpisujemy osobne umowy z firmami zewnętrznymi. Nie ma to bowiem nic wspólnego z utrzymaniem porządku w rejonach, za które również odpowiadają poszczególni zleceniobiorcy, zgodnie ze strefami wydzielonymi w mieście. Często jest tak, że uprzątamy wysypiska, a za chwilę znów są tam śmieci – mówi Agnieszka Kowalska, kierowniczka Referatu Infrastruktury i Obsługi Technicznej Miasta Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej sosnowieckiego magistratu. Przyznaje ona, że miasto nie ma opracowanego osobnego i stałego systemu monitoringu w zakresie porządku na całym obszarze Sosnowca. – Działamy na bieżąco w oparciu o własne informacje oraz sygnały płynące ze straży miejskiej i samych mieszkańców, którzy często informują nas o dzikich wysypiskach. Wtedy bardzo istotną rolę odgrywa własność danego terenu. Jeśli należy on do miasta, działamy natychmiast, jeśli z kolei jest własnością prywatną, kierujemy informacje do straży miejskiej. Tak też jest w przypadku ulicy Strzeleckiej. Zleciliśmy już uprzątnięcie tego obszaru, za który odpowiada miasto. Część działki nie należy jednak do naszych zasobów i tym musi się zająć straż miejska – wyjaśnia Agnieszka Kowalska.

-To do miasta należy zarządzanie przestrzenią publiczną. Podpisanie umowy w zakresie dbania o czystość nie zwalnia go z odpowiedzialności. Tymczasem u nas w dalszym ciągu panuje takie przekonanie. Pod koniec lat osiemdziesiątych pisałem książkę o patologiach społecznych Sosnowca, opisując w niej miejsca takie jak przy ulicy Strzeleckiej. Kiedy porównam to, co było tam wtedy i to, co jest teraz, to teraz jest gorzej – uważa prof. Jacek Wódz i dodaje: - Nowoczesne miasta mają opracowane specjalne systemy, które pozwalają zwalczać skutecznie pojawianie się dzikich wysypisk. W Sosnowcu takiego systemu próżno szukać. O nowoczesności nie świadczy, że w centrum miasta wybuduje się gmach Neofilologii, którym będzie się można chwalić, przy jednoczesnym marginalizowaniu obszarów poza centrum. Takie praktyki są charakterystyczne dla krajów Trzeciego Świata.

Arkadiusz Kaczor

 

Obiecują wrócić do ukończenia inwestycji wiosną

Co z tą melioracją??

Sosnowieckie dzielnice regionu „Wschód”, m.in. Kazimierz Górniczy i Maczki, były jednymi z tych, w których zagrożenie powodziowe w minionym roku było bardzo realne, a niejeden dom został podtopiony. Tym razem mieszkańców może czekać „powtórka z rozrywki”, gdyż przebieg prowadzenia prac melioracyjnych w tym rejonie pozostawia wiele do życzenia. Problemem jest chociażby niedokończona inwestycja wzdłuż ul. Maczkowskiej.

melioracja

Piętnaście metrów – tyle zabrakło, aby dokończyć rów melioracyjny biegnący wzdłuż ulicy Maczkowskiej. Prace mające na celu jego poszerzenie, pogłębienie i wyłożenie ażurowymi płytami, rozpoczęły się jeszcze w ubiegłym roku. Do tej pory stoją tu znaki ostrzegawcze wskazujące na prowadzone roboty drogowe, jednakże pracującej ekipy nie sposób tu uświadczyć. Jak zauważa Krzysztof Hajewski, mieszkaniec regionu „Wschód” i autor lokalnego portalu informacyjnego „Krystoforus”, inwestycja ta nosi znamiona pożytecznej, ale w przypadku jej realizacji zabrakło chyba zarówno serca, jak i rozumu.

Czegoś zabrakło?
- W ubiegłym roku w wielu miejscach mieliśmy sytuację zagrożenia powodziowego. Pisałem na ten temat felietony, w których poruszałem m.in. sprawę ul. Wopistów. Sądziliśmy, że po nauczce, którą miasto dostało w maju 2010 roku, podjęte zostaną działania mające na celu udrożnienie rowów melioracyjnych i cieków wodnych, które stwarzały wtedy realne zagrożenie. Niestety, gmina pokusiła się tylko o połowiczne rozwiązanie problemu, wykonując „dziwne” inwestycje – stwierdza Krzysztof Hajewski. Jedną z nich jest właśnie wspomniana ul. Maczkowska, na której odnowiono rów melioracyjny o długości około 120 metrów, ale roboty porzucono kilkanaście metrów przed ciekiem wodnym płynącym przez Feliks.
- Zastanawiam się, czy zabrakło 15 metrów płytek, ochoty do dalszej realizacji, czy ktoś sobie coś przypomniał – docieka pan Krzysztof. Zwraca też uwagę na strumień Jamki płynący niedaleko ul. Wopistów. Niedrożność przepustu w tej okolicy doprowadziła w ubiegłym roku do podtopienia kilku najniżej położonych budynków. – Prowadzono tu jakieś prace, efektem których było coś na kształt zbiornika retencyjnego wzdłuż drogi prowadzącej do firmy Pronos, ale ten kilkunastometrowy odcinek zaczyna coraz bardziej przypominać cuchnącą sadzawkę, bo dalsza część strumienia jest zarośnięta i niedrożna. Tylko patrzeć jak przyroda znów zrobi swoje – mówi Hajewski.

Będzie poprawa
Katarzyna Majczak z Miejskiego Zakładu Ulic i Mostów, wyjaśnia, że inwestycja przy ul. Maczkowskiej nie została porzucona, jak mogłoby się wydawać, a wznowienie robót rozpocznie się już niedługo. - Prace rozpoczęliśmy jesienią 2010 roku. Polegały one na odtworzeniu rowów oraz przepustów w ul. Maczkowskiej w rejonie ul. Górnej i Limbowej. Do momentu nastania warunków zimowych, tzn. do końca listopada, został odbudowany  przepust w ul. Górnej oraz wloty i wyloty rowu przy tym przepuście. Od strony ulicy Limbowej wykonano przepust i około 60 % z planowanej długości rowu. Niestety, silny mróz i duże opady wymusiły przerwanie robót – tłumaczy Katarzyna Majczak. - Wznowienie robót, to jest dokończenie umocnienia rowu oraz naprawę silnie skoleinowanej nawierzchni jezdni, planujemy na wiosnę br. tj. około połowy marca – dodaje. Wersję tę podtrzymuje również Wydział Organizacji Zarządzania Drogami i Ruchem Drogowym.

 

Dłużej będą musieli poczekać mieszkańcy domów przy ul. Wopistów, którzy dramat przeżywali w maju zeszłego roku. – Niezrozumiałe jest dla mnie, jak ludzie z zarządzania kryzysowego mogą przyjeżdżać w rejon zagrożenia powodziowego i zastanawiać się, czy ten odcinek drogi należy do Sosnowca, czy do Dąbrowy Górniczej – denerwował się wtedy mieszkający przy Wopistów Janusz Szelest. Jak obiecują urzędnicy, teraz sytuacja ma się zmienić. – Wspomniana ulica leży w granicach Sosnowca i Dąbrowy Górniczej. Odbyło się już spotkanie przedstawicieli obu gmin i lada moment zostanie podpisane porozumienie, dotyczące wspólnej odbudowy rowu melioracyjnego przy ul. Wopistów – informuje Ewelina Łagosz z Wydziału Ochrony Środowiska UM w Sosnowcu. – Mieszkańcy już wkrótce będą mogli spać spokojnie. Wiadomo, że naprawa nie potrwa miesiąca, bo potrzebne są plany itp., ale już zostały podjęte pierwsze kroki – uspokaja urzędniczka.

Radny oburzony
Sytuację dotyczącą melioryzacji w dzielnicach regionu wschód doskonale zna radny Zbigniew Dziewanowski, który nie ukrywa oburzenia. – Osobiście jestem wstrząśnięty polityką, którą prowadzi prezydent Kazimierz Górski. Kiedy patrzę np. w plan dotyczący działań związanych z naprawą dróg i chodników, to ręce mi opadają. Nie można tak traktować naszych terenów, tymczasem ta część miasta i jej mieszkańcy należą chyba w oczach prezydenta do gorszej kategorii – nie ukrywa nerwów radny z ramienia „Niezależnych”. Przyznaje, że w budżecie jest zapis dotyczący planowanych prac przy ul. Maczkowskiej, ale nie jest to jedyny problem.
- W złej sytuacji jest także ul. Wileńska. Może nie grożą nam poważne roztopy, bo nie ma śniegu, ale w przypadku większych deszczy znowu woda z lasu zaleje drogę. Takie przykłady można mnożyć bez końca – stwierdza Dziewanowski. – Nie może być tak, że nie ma konkretnego planu drogowego, a jedne dzielnice traktuje się lepiej od innych. Prezydent zaś tylko rozkłada ręce i mówi, że nie ma pieniędzy – dodaje radny. Zapowiada także, że będzie dążył do tego, aby w okresie wiosennym Kazimierz Górski spotkał się z mieszkańcami dzielnic takich jak Kazimierz Górniczy, Ostrowy, Juliusz czy Maczki i przedstawił im konkrety co do działań planowanych w tym roku w tym rejonie.

Izabela Kieliś

 

Nowe pojemniki, nowy problem?

Mieszkańcy ul. 11 Listopada w Sosnowcu narzekają na nowe pojemniki służące do segregacji odpadów. Nowe, mające mniejsze otwory, wymuszają ich pojedyncze wyrzucanie, przez co niektórzy mieszkańcy rezygnują z segregacji.

pojemniki

Wraz z pojawieniem się nowych pojemników do segregacji odpadów, pojawiły się problemy. – Wcześniejsze pojemniki na papier, szkło i plastik miały klapę otwieraną od góry, do której można było za jednym razem wrzucić kilkanaście plastikowych butelek czy związane w paczkę stare gazety – tłumaczy pan Kazimierz (nazwisko do wiadomości redakcji). - Teraz jest to niemożliwe. Nowe pojemniki mają tak małe otwory, że każdą butelkę czy gazetę trzeba rzucać osobno. Ktoś powie, że to nie problemem, ale jak wrzucić np. opakowanie po spryskiwaczu, którego plastik jest na tyle twardy, że nie ma siły aby go zgnieść i umieścić w wąskim otworze? Finał wymiany pojemników jest taki, że 90 proc. odpadów, które można posegregować, trafia do koszy z resztą odpadów.

Mieszkaniec ul. 11 Listopada podkreśla, że jest za segregacją śmieci. - To oczywiste, że w dzisiejszych czasach jest to standard. Natomiast po zmianach jakie wprowadziła spółdzielnia wydaje  mi się, że chce się nas odzwyczaić od segregacji. W siedzibie spółdzielni „Hutnik” usłyszałem, że tak jest dobrze i musimy się do tego przyzwyczaić – mówi pan Kazimierz.

Maciej Adamiec, prezes SM „Hutnik” tłumaczy, że takie rozwiązanie zaproponowała firma odbierająca odpady, choć zdaje sobie sprawę z tego, że ich wyrzucanie jest teraz nieco bardziej uciążliwe. – Firma ALBA, która wygrała przetarg na wywóz posegregowanych śmieci, tłumaczyła nam, że te pojemniki spełniają wszystkie normy europejskie. Niestety, wcześniej zdarzało się, że ktoś np. do pojemnika na papier w reklamówce wrzucał wszystkie odpady. Dlatego chcieliśmy wyeliminować takie zachowanie. Otwory w nowych pojemnikach są na tyle duże, że nie trzeba wiele wysiłku, aby wyrzucić np. zużyte butelki czy inne plastikowe pozostałości. To naszym zdaniem powinno wyeliminować wrzucanie odpadów do niewłaściwych pojemników – twierdzi Adamiec.

Jolanta Jankowska z Dąbrowskiej ALBY potwierdza, że pojemniki mają mniejsze otwory ze względu na to, aby do nich trafiały przeznaczone do tego odpady. Ma to zapobiec wyrzucaniu np. biologicznych odpadów wraz z papierem, plastikiem czy szkłem. Ale w związku z pojawiającymi się problemami firma ma zamiar zorganizować akcję informacyjną, dotyczącą prawidłowego wykorzystania pojemników.

Piotr Celej