Oszczędzanie kosztem zdrowia
Odpady
w piecach Każdy sposób na oszczędzanie jest dobry? Pewnie tak, pod
warunkiem, że nie szkodzi on środowisku i własnemu zdrowiu.
A tak niestety dzieje się coraz częściej, ponieważ oszczędzając
na węglu czy drewnie opałowym pali się w piecach i kominkach
czym popadnie. Wśród najpopularniejszych materiałów nie brakuje
śmieci, plastikowych butelek, a nawet starych mebli. Wiedzą
o tym mieszkańcy Kazimierza w Sosnowcu, bo kiedy rozpoczyna
się sezon grzewczy, w okolicy śmierdzi czasem tak, że nie
da się wytrzymać.

-
Za każdym razem, jak tylko zaczyna się robić chłodno na
dworze, sytuacja się powtarza. W powietrzu czuć dziwny, drażniący
i jakby kwaśny zapach. To nic innego jak efekt nieodpowiedzialnego
palenia w piecach wszystkim, co tylko pod rękę wejdzie. Po
co wyrzucać i utylizować śmieci, skoro można je spalić i
zaoszczędzić na węglu lub drewnie. To nic, że przy okazji
truje się siebie i całą okolicę - denerwuje się pani Joanna,
mieszkanka sosnowieckiego Kazimierza.
Przypadki spalania śmieci w domowych piecach są coraz częstsze,
a na dodatek - jak się okazuje - wcale nie tak łatwo z nimi
walczyć. Do sosnowieckiego magistratu przychodzą skargi,
ale urzędnicy przyznają, że bardzo trudno udowodnić komuś
co spala w swoim piecu lub kominku. - Istnieją odpowiednie
przepisy, określające czym można palić w piecu. Jeżeli ktoś
się do nich nie stosuje, to oczywiście możemy kierować wnioski
do sądu, ale będzie to bardzo długotrwały proces. Niestety,
brak jest odpowiednich uregulowań ustawowych, jasno przedstawiających
sankcje i dających gminie skuteczne instrumenty do egzekwowania
prawa w tym zakresie - twierdzi Anna Dębiec z Wydziału Ochrony
Środowiska i Rolnictwa Urzędu Miejskiego w Sosnowcu. - Zakaz
niby jest, ale w praktyce trudno go wyegzekwować - dodaje.
Problem
ten od dawna dostrzegają organizacje ekologiczne.- Konsekwencje
spalania śmieci w niewłaściwy sposób ponosi
nie tylko środowisko ale my sami, ponieważ wtedy uwalnia
się masa niebezpiecznych dla zdrowia substancji. Problem
leży w tym, że wciąż za mało jest pieców ekologicznych, które
skutecznie uniemożliwiają taki proceder - uważa Anna Gałuszka
ze stowarzyszenia "Sopel" w Będzinie. Jej zdaniem nie obejdzie
się w tym zakresie bez odpowiednich kampanii edukacyjnych.
- I to od najmłodszych grup wiekowych, bo to one są w stanie
najlepiej przyswoić kierowany przekaz. Z drugiej strony skutek
może być żaden, jeśli za kampanią nie pójdą konkretne pieniądze
na dofinansowanie inwestycji w piece ekologiczne. Należy
więc postawić na uświadamianie, połączone z konkretnym działaniem
i wsparciem dla proekologicznych postaw - przekonuje Anna
Gałuszka.
Przed zgubnymi konsekwencjami palenia w piecach śmieciami
i odpadami przestrzegają także sosnowieccy strażacy. - Kwestią
kluczową jest sprawna wentylacja i drożność przewodów kominowych.
Spalanie niewłaściwych substancji zwyczajnie to utrudnia.
Ze względu na różną smolistość materiałów, podczas spalania
osiadają one na ścianach przewodów, przez co mogą się przyczynić
do wzrostu stężenia tlenku węgla. Nie mówiąc już o tym, że
część z tych substancji dostaje się bezpośrednio do wnętrza
pomieszczenia - mówi Dariusz Kluszczyk, zastępca Komendanta
Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Sosnowcu.
Arkadiusz Kaczor
Kosztowna budowa nowego przyłącza
Jednak chcą być w sieci
Mieszkańcy Będzina z dzielnicy Fińskie Domki oraz ulic Boleradz,
Różyckiego i Piaskowa pogodzili sie faktem, że koszty podłączenia
swoich posesji do nowo wybudowanej sieci kanalizacyjnej będą
zmuszeni pokryć z własnej kieszeni. Choć jeszcze niedawno protestowali
przeciwko takiej konieczności, wielu z nich już rozpoczęło
prace. Mogą bowiem liczyć na otrzymanie bezpłatnego projektu
wykonawczego przyłącza kanalizacyjnego, wykonywanego przez
MPWiK sp. z o.o.

Mimo tego udogodnienia budowa przyłączy i tak będzie wydatkiem
rzędu od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Będzie to zależeć
od odległości budynku mieszkalnego do studzienki kanalizacyjnej
oraz tego, czy właściciel posesji prace te bedzie wykonywał
systemem gospodarczym, czy też zatrudni w tym celu specjalną
firmę. Poza tym należy liczyć się z opłatą za wydanie warunków
technicznych, których koszt oscyluje w granicach 40 złotych,
a poprzedza je opłata, również 40 złotych, za wydanie mapy
geodezyjnej w Starostwie Powiatowym.
- Decydując się na wykonanie przyłącza przez firmę, co często
jest jedyną drogą na podłączenie się do sieci kanalizacyjnej
ludzi starszych, nie mogących wykonać prac budowalnych własnymi
siłami, należy przygotować się na spory wydatek. Firma liczy
sobie średnio 300 złotych za metr zainstalowanej pod ziemią
rury - żalą się mieszkańcy, którzy już zaczęli prace przy
przyłączach. - Łatwo w tym wypadku oszacować, że za budowę
przyłącza mającego
15 metrow zapłacimy w tym wypadku ok. 5 tysięcy złotych.
Do tego dochodzą wszelkie koszta dodatkowe, jak wynajęcie
na czas
budowy koparki, której średni koszt pracy na godzinę to 60
złotych - wylicza jeden z mieszkańców dzielnicy Fińskie Domki,
przytaczając kolejne koszty inwestycji. -
Rura kanalizacyjna to koszt około 13 złotych za jej metr,
do tego należy doliczyć
rożnego rodzaju kolanka, przejściówki czy rewizje. Tona
piasku, niezbędnego w tym wypadku do zasypania rury, to
koszt 55
złotych za tonę. Myślę, że w moim wypadku (około 15-metrowy
rów do
zasypania) dwie tony to ilość wystarczająca - zakłada.
Dlatego
wielu sprawniejszych fizycznie zdecydowało się na prace
systemem gospodarczym, by oszczędzić przynajmniej
na kosztach
robocizny. Bo to jeszcze nie koniec opłat. Po zakończeniu
prac służących podłączeniu się pod główną sieć kanalizacyjną
trzeba
uaktualnić mapkę geodezyjną o nowo wybudowane przyłącze.
A to kolejne, niemałe pieniądze, w wysokości około 250
złotych.
Mieszkańcy,
choć już pogodzili się z tym, że nie otrzymają żadnego
wsparcia od gminy, mają żal do władz miasta.
- Skoro od tylu lat było wiadomo, że finałem realizowanego
projektu
"Gospodarka wodno-ściekowa w Będzinie" będzie konieczność
przyłączenia się do sieci indywidualnych osób, trzeba
było
zadbać o środki
na ten cel w ramach gminnego funduszu ochrony środowiska.
W innych miastach mieszkańcy mają sznsę otrzymać z
tych pieniędzy
zwrot części poniesionych kosztów, a w niektórych nie
muszą też płacić za mapki geodezyjne, bo otrzymują
je za darmo
- mówią rozżleni.
Tomasz Krupanek
Ekologiczny cement
Obchodząca właśnie 10-lecie spółka Ekocem z Dąbrowy
Górniczej, jeden z największych producentów cementu,
może pochwalić
się dbałością o środowisko naturalne. Po pierwsze,
betony wykonane
z użyciem cementów wyprodukowanych w Ekocemie znajdują
zastosowanie m.in. w budownictwie ekologicznym (oczyszczalnie
ścieków) i
przy obiektach hydrotechnicznych (tamy, jazy), a
ponadto w produkcji cementu firma dba o ograniczenie
emisji
gazów i pyłów
do atmosfery.

- Zakład został zaprojektowany i wybudowany w taki
sposób, aby zminimalizować oddziaływanie na środowisko.
Jednym
z najistotniejszych procesów występujących w zakładzie
mającym wpływ na ochronę
środowiska jest emisja gazów i pyłów do atmosfery.
W celu ograniczenia emisji, zainstalowano w miejscach
jej
występowania
wysoko sprawne
odpylacze workowe firmy Deichmann, zmniejszające
emisję pyłów. Cały proces produkcji cementu jest
sterowany
automatycznie, w przypadku awarii, np. odpylaczy,
informacja jest przekazywana
elektronicznie do centralnej sterowni. Wówczas następuje
jej
szybkie usunięcie lub zatrzymanie produkcji - informuje
Katarzyna Zimnal, główny spec. ds. administracj w
Ekocem sp. zo.o.
- Najistotniejszy aspekt w zakresie ochrony środowiska
wiąże się z profilem produkcji zakładu. Cement wytwarza
się z klinkieru,
który powstaje w procesie wypału surowców naturalnych:
kamień wapienny, margiel. Zastępując klinkier surowcami
odpadowymi,
takimi jak żużel wielkopiecowy, ograniczamy zużycie
surowców naturalnych potrzebnych do produkcji cementu
oraz emisję
gazów, zwłaszcza dwutlenku węgla - wyjaśnia.
Zapewnia jednocześnie, że produkowane w ten sposób
cementy charakteryzują się wysoką jakością i spełniają
wszelkie
przewidziane dla nich normy. (ser)
Świętowały zwierzęta
W przeddzień dnia św. Franciszka z Asyżu, 3 października,
w sosnowieckim kościele jego imienia, już kolejny rok z
rzędu odbył się obrzęd błogosławieństwa opiekunów zwierząt
domowych i ich podopiecznych.
- W jednym ze swoich przemówień w roku 1993, zwracając się
do ludzi młodych w Denver, Jan Paweł II przypomniał, że "kontemplacja
przyrody objawia nie tylko Stwórcę, ale także rolę człowieka
w świecie, który On stworzył". Jako, że żyjemy w dużym, betonowym
mieście, zwierzęta w naszych domach stanowią namiastkę stworzonej
przez Boga przyrody. Nic zatem dziwnego, że w ich obecności
chcemy dziękować za dzieło stworzenia - wyjaśnia ks. Jarosław
Kwiecień, pomysłodawca nabożeństwa. Według tradycji i historycznych
przekazów, które później obrosły legendami, św. Franciszek
z Asyżu jest tym świętym Kościoła katolickiego, który darzył
szczególną sympatią zwierzęta. Dzięki temu został ekumenicznym
patronem m.in. ekologów. - Św. Franciszek, pierwszy ekolog,
jest wzorem człowieka ekologicznego i patronem naszych wysiłków
w budowie świata sprawiedliwego, solidarnego i przyjaznego
dla wszystkich stworzeń - podkreśla ks. Kwiecień.
Przy sosnowieckim kościele św. Franciszka błogosławieństwo
zwierząt i ich opiekunów odbywało się już po raz drugi. Uczestniczyło
w nim kilkadziesiąt osób w różnym wieku, które przyszły z
psami, kotami, królikami, ptakami ozdobnymi, a nawet żółwiami.
Miłośnicy zwierząt spotykają się obok figury Matki Bożej
przy świątyni, na rogu ulic Franciszkańskiej i Partyzantów.
Także w Sanktuarium Matki Bożej Śnieżnej w Pilicy w miniony
poniedziałek można było przyjść na obrzęd, natomiast jutro,
w środę o godz. 18, opiekunowie wraz ze swymi pupilami spotykają
się pod bazyliką w Zawierciu. pl (KAI)
|