W składzie groźnie bakterie typu coli i
Eschierichia coli
Woda ze źródełka nie zawsze lepsza
Jakość
wody, która płynie w naszych domach często pozostawia
wiele do życzenia. Ale niektórzy mieszkańcy Zagłębia Dąbrowskiego
znaleźli na to własny sposób i w wodę pitną zaopatrują
się w tzw. źródełkach. Problem w tym, że woda, która z
nich wypływa, najczęściej nie tylko nie jest lepszej jakości
niż "kranówka", ale czasem jest nawet groźna dla zdrowia.

Przy
pompie na ulicy Szpitalnej w Czeladzi kilka razy w tygodniu
ustawiają się kolejki. Mieszkańcy domów, których
okna wychodzą na "źródło" śmieją się, że wygląda to niemal
jak pielgrzymki. Ale zdarza się, że taka sytuacja bywa
uciążliwa. -Ludzie, którzy tu przyjeżdżają z butelkami
i baniakami często się kłócą, bo ktoś zbyt długo nabiera
cenny płyn, wpycha się do kolejki itd. Zdarza się, że takie
sytuacje mają miejsce już od wczesnych godzin rannych.
Jeszcze człowiek dobrze oczu nie otworzy, a tu wrzaski
od rana. I o co? O wodę, która wypływa tuż przy ruchliwej
ulicy? - mówią czeladzianie ze Szpitalnej pukając się w
czoło. Równie
mocno oblegane są źródełka na Dorotce i Górze Kijowskiej
w Będzinie-Grodźcu. Podobna sytuacja ma miejsce w Psarach,
gdzie źródło wody zlokalizowane jest tuż przy głównej ulicy
w gminie. Codziennie przejeżdża tędy kilkadziesiąt samochodów,
ale fakt ten nie zraża mieszkańców i przyjezdnych do zaopatrywania
się tutaj w wodę. Co sprawia, że woda z tego miejsca jest
taka popularna? -Ja uważam, że jest na pewno dużo bardziej
czysta niż to, co płynie z naszych kranów. Używam jej głównie
do gotowania. A i przy okazji się zaoszczędzi parę groszy
- mówi pani Jadwiga, która po wodę przychodzi tu z drugiego
końca Psar.
Fanami psarskiej wody są też Anna i Łukasz z Będzina. Oni
z kolei stawiają na co innego. -Mieszkamy na nowo wybudowanym
osiedlu i woda w naszych kranach jest bardzo twarda. Po
kilku gotowaniach nawet nowy czajnik potrafi być cały w
kamieniu. Toteż, gdy odwiedzamy rodzinę w Psarach, przy
okazji przywozimy sobie wodę do gotowania - mówią Anna
i Łukasz. Czy jednak woda, która w mniemaniu wielu pijących
ją osób ma być rzekomo źródlana, rzeczywiście jest taka
czysta, zdrowa i lepsza niż to, co dostawcy oferują nam
w rurach domów?
Na terenie Dąbrowy Górniczej znajduje się kilka miejsc
podobnych do tych z powiatu będzińskiego. Co miesiąc dąbrowskie
wodociągi, na zlecenie Urzędu Miejskiego, przeprowadzają
badania jakości wód z owych źródeł. Jak informuje dąbrowski
magistrat, badania te obejmują oznaczenia takich wskaźników
jak np.: barwa, mętność, zapach, odczyn, smak, twardość.
Woda badana jest również pod kątem zawartości składników
mineralnych, ale także, a nawet przede wszystkim, bakterii.
Wyniki owych testów w bieżącym miesiącu wykazały, że na
10 punktów, z których zostały pobrane próbki wód, tylko
w przypadku źródła w Strzemieszycach przy ul. Majewskiego
na wysokości posesji nr 189 badana próbka w ciągu kilku
ostatnich miesięcy spełniała warunki wody przeznaczonej
do spożycia przez ludzi. W pozostałych przypadkach, woda
z dąbrowskich źródeł kompletnie nie nadawała się do spożycia.
Najczęstszą przyczyną jej niezdatności było przekroczenie
dopuszczalnych wartości bakterii typu coli i Eschierichia
coli. Te ostatnie mogą powodować między innymi zapalenie
otrzewnej, które z kolei może prowadzić do posocznicy lub
wstrząsu endotoksycznego, czyli groźnej sepsy.
-
Faktem jest, że ludzie korzystają ze źródełek w nie do
końca świadomy sposób. Kierują się błędnymi przekonaniami,
że woda w kranach jest zła, bo jest np. twarda. Tymczasem
środowiska naukowe, z którymi prowadziliśmy rozmowy na
ten temat, twierdzą, że woda twarda jest zdrowsza dla organizmu
niż woda miękka. Rzeczywiście, mogą się pojawić problemy
z zakamienionym czajnikiem, ale np. kamica nerek wcale
nie jest spowodowana twardą wodą, która dobrze wpływa na
układy krążenia. Tymczasem woda miękka, a do tego typu
należą wody powierzchniowe, które często płyną w tzw. źródełkach,
wypłukuje z organizmu niezbędne jony - informuje Sławomir
Wesołowski, dyrektor wydziału eksploatacji sieci w będzińskim
MPWiK.
Wodami podziemnymi MPWiK się nie zajmuje, gdyż są one własnością
Skarbu Państwa. Dlatego też samo MPWiK nigdy nie przeprowadzało
badań sprawdzających zdatność do spożycia wody z ujść tego
typu. -Woda, którą my eksploatujemy i dostarczamy do kranów
odbiorców, to woda, która jest co miesiąc badana. Jest
czerpana z minimum 80 m pod poziomem gruntu, a na takiej
głębokości z reguły nie występują już żadne mikroorganizmy,
które w procesie namnażania mogłyby zamienić się w szczepy
groźnych bakterii. Dodatkowo przepuszczamy ją przez filtr
w postaci lamp UV, ale są to działania prewencyjne. Podkreślam
jednak, że do badania brane są próbki wody jeszcze sprzed
filtra - zaznacza Sławomir Wesołowski.
Dyrektor twierdzi też, że w przypadku źródełek, jak np.
to w Psarach, nie można być pewnym, czy pochodzi ono z
pokładów jurajskich. A nawet jeśli, to jest ogromne prawdopodobieństwo,
że w wyniku złego zabezpieczenia ujścia i tak dostają się
do niego wody gruntowe, do których spływają m.in. wszystkie
zanieczyszczenia pochodzące z atmosfery.
Inną sprawą jest przechowywanie wody zebranej na zapas.
-Ludzie nie zdają sobie sprawy z procesu namnażania bakterii,
które powstają z mikroorganizmów znajdujących się w wodzie.
Jeżeli jest to kilka, kilkanaście sztuk na 100 ml, to nie
ma się czego bać. Ale jeżeli ich liczba zaczyna się zwiększać
do kilku setek, to może to być pierwszy krok do pojawienia
się bakterii typu coli - wyjaśnia Sławomir Wesołowski.
I dodaje: - Jeżeli ktoś przywiezie sobie wodę w plastikowych
butelkach i stoi ona tydzień, to w ciągu tego czasu mogą
powstać miliony mikroorganizmów. Wodę tę wylewa się z butelek
nie do końca i wtedy, dolewając choćby nową, krystalicznie
czystą, już na wstępie jest ona zakażana. Zdecydowanie
przestrzegam przed piciem wody z ujść, które często bardzo
błędnie nazywa się źródłami. A już na pewno niedopuszczalne
jest spożycie takiej wody bez przegotowania. I nie mam
tutaj na myśli doprowadzenia wody do wrzenia, ale minimum
1 do 3 minut gotowania. Warto też zwracać uwagę na wygląd
wody w butelce. Albowiem mętność może być pierwszym sygnałem
świadczącym, że mogą namnożyć się groźne bakterie - przestrzega
dyrektor Wesołowski.
Izabela Kieliś
Kanalizacja za unijne pieniądze
Za kwotę przeszło 19 mln zł niemal
1300 mieszkańców Wojkowic w najbliższym czasie zostanie
podłączonych do kanalizacji.
Projekt "Budowa kanalizacji sanitarnej i deszczowej w gminie
Wojkowice - etap I" będzie realizowana dzięki dofinansowaniu
przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki
Wodnej w Katowicach.

Zgodnie z planami powstanie 6,1 km sieci sanitarnej oraz
4,7 km sieci kanalizacji deszczowej. Pracami zostaną objęte
ulice centrum miasta: Fabryczna, Nowa, Pułaskiego, Kosynierów,
Akacjowa, Maszyńska, Plaka oraz Sobieskiego. W wyniku budowy,
do nowej sieci kanalizacyjnej zostanie przyłączonych niemal
1300 osób, co będzie stanowić ponad 80 proc. wszystkich
mieszkańców miasta. Całkowity koszt realizacji projektu
to ponad 19 mln zł, z czego niemal 9,5 mln zł zostanie
przekazane z Funduszu Spójności.
Inwestycja pozwoli na spełnienie wymagań unijnych dotyczących
poprawy stanu środowiska naturalnego w gminie. Budowa kanalizacji
wpłynie na poprawę czystości wód i gleby oraz pozwoli na
racjonalne wykorzystanie zasobów naturalnych.

-W najbliższym czasie będziemy wybierali w drodze przetargi
generalnego wykonawcę inwestycji - wyjaśnia Łukasz Kozieł
z Urzędu Miasta w Wojkowicach. -Prace przy budowie kanalizacji
rozpoczną się w przyszłym roku. Potrwają one do 2013
roku.
Budowa będzie oznaczać czasowe utrudnienia w komunikacji.
-Bez niewielkich problemów komunikacyjnych na pewno się
nie obędzie, ale na tę chwilę trudno określić jaką przybiorą
formę. Wszystko zależy od tego, jaką formę prac zaproponuje
nam generalny wykonawca - dodaje Kozieł.
Do tej pory w ramach Programu Operacyjnego "Infrastruktura
i Środowisko" Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i
Gospodarki Wodnej w Katowicach podpisał dwanaście umów
na łączną kwotę
ponad 396 mln zł. Koszt całkowity planowanych zadań to
prawie 639 mln zł, dzięki czemu powstanie 320 km sieci
kanalizacyjnej, 13 km sieci wodociągowej, oraz 2 zakładów
gospodarki odpadami.
Piotr Celej
Nie tylko termomodernizacja
Prawie 950 tysięcy zł kosztował zakończony miesiąc temu
remont Zespołu Szkół nr 2 w Niegowonicach. Dzięki nakładom
finansowym pozyskanym z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony
Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, prace modernizacyjne
trwały niespełna trzy miesiące.

- Remont szkoły był konieczny. Tym bardziej cieszymy się
z faktu, że z najważniejszymi pracami zdążyliśmy przed
nowym rokiem szkolnym, a teraz kiedy na dworze jest
zimno, to dzieci w klasach mają odpowiednie warunki do
nauki -
informuje Teresa Kubasik, dyrektor ZS nr 2 w Niegowonicach.
W ramach prac modernizacyjnych placówki, w której skład
wchodzą: przedszkole, szkoła podstawowa i gimnazjum, wykonano
między innymi wymianę starej instalacji centralnego ogrzewania
wraz z demontażem grzejników żeliwnych członowych. Poprzednia
instalacja nie posiadała bowiem możliwości regulacji temperatury
wewnątrz poszczególnych pomieszczeń, w wyniku czego część
sal była niedogrzewana lub przegrzewana. Renowacji wymagały
również podłogi klas zajęciowych i korytarzy. Obecnie są
one ocieplone płytami z wełny mineralnej i twardego styropianu.
Modernizacja zewnętrznych części budynku szkoły polegała
natomiast na ociepleniu dachu i wykonaniu termoizolacji.
Nie zapomniano również o wymianie instalacji odgromowej,
stolarki okiennej i drzwiowej, a także o odwodnieniu szkoły.
- Jest już tradycją w naszej gminie, że placówki oświatowe
są w ten sposób modernizowane, a to jeszcze nie koniec
zmian. W 2012 roku powstanie w tym miejscu boisko sportowe
ze sztuczną nawierzchnią - zaznacza Maciej Kaczyński, burmistrz
Łaz.
Piotr Pieszczyk
|